Z DZIEWCZYNAMITelefon jak zawsze zadzwonił nie w porę. Przymierzałam akurat obłędny koronkowy biustonosz w odcieniu malinowej czerwieni. Uśmiechnęłam się, kiedy na ekranie przeczytałam: Brzydki Łobuz.– Co tam, Piotrula? Nie mogę rozmawiać, jestem w przymierzalni. Właśnie wkładam cycuszki w coś, co bardzo ci się spodoba.– Nie spodoba mi się absolutnie nic, co te twoje dwa skarby zasłania. Antenki będzie chociaż troszkę widać?– Oj tak. Stanęły na baczność, jak tylko usłyszały twój głos. Będziesz musiał się nimi zająć. I cipeczką też, bo jest ostatnio bardzo zaniedbana.– Niczym się nie przejmuj, wymyjemy ją i ogolimy.– Fuj! Świntuchu! – przez chwilę śmialiśmy się razem. – Zjesz na kolację moje popisowe tagliatelle w sosie orzechowym?– Nie. Zjem ciebie, a wcześniej to ja przygotuję kolację niespodziankę.– Niby łobuz, ale coraz milszy.– Do usług, moja wariatko.– Dzwonisz w jakiejś konkretnej sprawie?– Tak. W sprawie zżerającej mnie tęsknoty. Chciałem usłyszeć twój głos.– Mmm… Obiecuję, że dziś w nocy tym głosem poszepczę ci do ucha, pomruczę i pojęczę.– Do tego czasu spłonę z pożądania.– Płoń, kochanie. Kończę, telefon do torebki i szybko się ubrałam. Przed wyjściem z przymierzalni zerknęłam w lustro. Nadal się uśmiechałam. Tak jest zawsze, gdy rozmawiam z Piotrem. Jego łobuzerski urok wciąż niesamowicie na mnie działa.– Wezmę ten biustonosz – powiedziałam do ekspedientki.– Polecam do kompletu brazyliany. Na dzisiejszy wieczór będą jak znalazł… – młoda kobieta mrugnęła do mnie znacząco.– Przepraszam panią najmocniej, chyba nieco za głośno rozmawiałam – zreflektowałam się, choć trochę nie w porę.– Nic nie szkodzi, takich rozmów chętnie słucham – uśmiechnęła się dziewczyna. – Zapakować te majteczki?– Niech będą. Rozmiar 36 poproszę.– Oczywi kroku, bo byłam odrobinę spóźniona. Dziewczyny na pewno już czekały. Wchodząc do wybranej przez Zuzę restauracji, poczułam intensywny zapach grzybów i rozmarynu. Już wiedziałam, co zamówię na lunch.– Przepraszam, dziewczyny, na moment straciłam rachubę czasu.– Pioootruula dzwoooonił! – przedrzeźniły mnie zgodnym chórem.– No tak, dzwonił, więc trochę się rozkojarzyłam. Jak zawsze przy nim, wybaczcie.– Och! Twoje wielkie szczęście jest obrzydliwie nieprzyzwoite i irytujące! – zawyrokowała Klara.– I dobrze. Nie słuchaj, Olga, zazdrośnicy. Bardzo się, kochana, cieszymy, że twój łobuz okazał się tym jedynym. Należy ci się coś od życia po tylu rozczarowaniach – dodała Zuza.– Po tylu zjebach, oszustach i prostakach. Rozumiem, że w twoim słodkim raju nadal bezchmurne niebo? – spytała Monia.– Cóż robić? – wzruszyłam ramionami. – To dla mnie pewna nowość, ale jakoś dźwigam nudne szczęście dzień po dniu. Co zamawiamy?– My już wybrałyśmy. Masz tu kartę. Znajdź coś dla siebie, bo idzie kelner. – Zuza uśmiechnęła się do sympatycznego bruneta z brzuszkiem.– Dzień dobry, czy panie już wybrały?– Tak. Poprosimy raz sałatkę cezar i dwa razy gnocchi alla sorrentina. Olga?– Dla mnie spaghetti w sosie z leśnych grzybów.– Coś do picia?– Dużą karafkę wody niegazowanej z cytryną. Bez lodu. – Zuza nie musiała nas o nic pytać. Taką wodę od lat piłyśmy litrami.– A ja jeszcze poproszę whisky sour. Podwójne – dokończyła składanie zamówienia odejściu kelnera zapadła niezręczna cisza. W końcu zdecydowałam się ją przerwać i powiedzieć to, co chyba wszystkie pomyślałyśmy.– No, stara, grubo zaczynasz tydzień. Jest dopiero czternasta.– Daj spokój, muszę złapać balans. Miałam tak imprezowy weekend, że nie bardzo wiem, jak się nazywam. Uzupełnię poziom alkoholu we krwi i wrócę do żywych.– Monia… Czy nie zaczęłaś nieco przesadzać z imprezami i z alkoholem? – odezwała się Klara.– Już nie bądź taka świętojebliwa! Wszystko mam pod kontrolą.– Chyba pod kontrolą tego didżeja, którego wyrwałaś na Tinderze. Przypomnij, jak mu tam?– Didżej Proust. Wiecznie w poszukiwaniu straconego czasu. – Monia głośno roześmiała się z własnego literackiego dowcipu, ale żadnej z nas to nie rozbawiło.– Monia, to ćpun i alkoholik – nie odpuszczała Klara.– Daj spokój, po prostu rozrywkowy facet i tyle. Zresztą to tylko na jakiś czas, przecież się nie zakochałam, luz. Wiem, z kim tańczę. Nawet sobie nie wyobrażacie, jaki seks jest zajebisty po pigule?– Ja pierdolę! Nie wierzę, że wzięłaś to gówno! – tym razem nie wytrzymała Zuza.– Eksperymentalnie i incydentalnie! – Monia patrzyła nam oczy wyzywająco. – No co? Nie musicie się o mnie bać. Chwilę się pobawię i znowu będę grzeczna. Ej, laski, przecież wiecie, że ja tak mam.– Dotąd nigdy nie ćpałaś. Boimy się, że ten Proust ostro pociągnie cię w dół.– Kurwa, Olga! Szybko zapomniałaś, jak się na nas wściekałaś, gdy martwiłyśmy się twoim dawaniem dupy na prawo i lewo.– A dziś wiem, że miałyście rację i żałuję, że nie posłuchałam was wcześniej.– A ja nie posłucham i nie zamierzam niczego żałować! I powiem wam jeszcze coś. Idziemy z Proustem na swingers party, będziemy się pieprzyć grupowo jak króliki. Kelner! – Monia gestem ręki przywołała chłopaka, który nas obsługiwał. – Jeszcze raz whisky sour, pro po sobie znacząco, ale tym razem żadna z nas się nie odezwała. Przez chwilę wszystkie jadłyśmy w milczeniu.– No już, wyluzujcie. Popatrzcie na tego gościa dwa stoliki obok. – Monia wskazała faceta o raczej przeciętnej aparycji, z wielkimi, niezbyt gustownie wytatuowanymi łapami. – Mam branie, bez dwóch zdań. Gdzieś go już chyba widziałam… Koleś przez cały czas gapi się na mnie, oblizuje i teraz jeszcze, kurwa, zaczął cmokać. Chyba zaraz mu ewidentnie szykowała się do starcia, a awantura w knajpie w biały dzień nie była nam potrzebna.– Niech się gapi, uspokój się. Nie będziesz wykłócać się z jakimś prymitywem, nie rób wiochy. – Starałam się uspokoić nieco już podchmieloną Monię. – Dziewczyny, za niecałe dwa tygodnie, w sobotę, robimy imprezę powitalną dla było dobre posunięcie. Wspominając swojego młodszego brata, udało mi się odwrócić uwagę Moni od nachalnego adoratora. Kelner akurat postawił przed nią szklankę z kolejnym drinkiem, którą natychmiast podniosła do ust.– To już? Kiedy twój nieziemsko przystojny i, z tego co rozumiem, znów wolny braciszek przylatuje ze Stanów? – spytała.– W najbliższy piątek, ale nie sądzę, żeby od razu rozglądał się za kobietami. Wciąż liże rany i składa do kupy złamane serce.– Musi się szybko wyleczyć z tej suki. Jak ona ma na imię?– Jessica – odpowiedziałam.– Dobrze pamiętam, że on wziął ją lata temu z małym bachorem? – dopytywała coraz bardziej wstawiona Monia.– Poznali się dziewięć czy dziesięć lat temu na zawodach snookerzystów w Waszyngtonie i od razu między nimi zaiskrzyło. Jessica istotnie była wtedy samotną matką, a jej Kevin miał siedem lat. Bruno wychowywał go jak własne dziecko. Dlatego teraz tak bardzo cierpi, stracił i ukochaną kobietę, i syna.– Wykorzystała go suka jebana. Jebana suka! – Monia mówiła zdecydowanie za głośno i coraz bardziej bełkotliwie. – Naiwniak wychował jej gówniarza, a ona puściła się z jakimś małolatem, tak?– Tak, Monia. Zostaw już tego drinka. Dziewczyny, płacimy i wychodzimy, chyba czas na i Klara zgodnie mi przytaknęły i poprosiłyśmy o rachu tylko kelner oddalił się, do naszego stolika nieco chwiejnym krokiem podszedł wytatuowany amant Moni.– Widzę, lalka, że mnie nie poznajesz – zagadnął.– A jednak mu przypierdolę, sam się prosi – skomentowała Monia patrząc to na niego, to na nas.– Może nie tak ostro – mięśniak pochylił się nad stolikiem tak nisko, że czołem niemal dotykał czoła Moni. – Przedwczoraj w nocy byłaś dużo milsza i to ty się prosiłaś o pierdolenie. Którego ci zresztą nie pożałowałem, he, he! – ostatnie zdanie okrasił wulgarnym rechotem.– Boże… – wyrwało się Klarze.– Co ty… Co ty, kurwa, gadasz, gnoju? – Monia od razu przetrzeźwiała.– Pieprzyłaś się jak rasowa kurwa, a teraz rżniesz damę!Jakby tego było mało, obrzydliwy typ splunął do drinka Moni. Ta, wściekła jak cholera, już się podnosiła. Na szczęście w porę przytrzymałam ją na miejscu. W końcu oblech zrobił w tył zwrot i wyszedł z restaura chwilę żadna z nas nie była w stanie nic powiedzieć. Zupełnie nas zamurowało.– To jakiś jebany świr! Pierwszy raz go na oczy widziałam! – Monia rozpaczliwie szukała w nas zrozumienia. Jednak najwyraźniej go nie znalazła. – Chyba nie myślicie, że mówił prawdę? – nie odpusz ciszę przerwała Klara.– Nie wiemy tego, Monia. Ale najgorsze, że ty chyba też tego nie wiesz. Nie pamiętasz gościa, bo ostatnio często nie pamiętasz swoich ostrych imprez.– Jasne, zróbcie ze mnie kurwę! Mam to w dupie. Was też mam w dupie! – Monia wyciągnęła z torebki zmiętolony stuzłotowy banknot i rzuciła go na stół. – No to się ubawiłam z wami po pachy! Spadam.– Monia! – krzyknęłam za nią.– Daj spokój, musi wytrzeźwieć i dopiero wtedy przemyśli temat. Oby. Nie jest z nią najlepiej – podsumowała Klara.– Fakt, nie jest – potwierdziła smutno Zuza, podnosząc się z krze SZCZĘŚCIE I CHOCHLA DZIEGCIUNaprawdę martwiłam się o Monię. Zawsze była trochę szalona i nieobliczalna, ale teraz to jednak coś więcej. Najwyraźniej traciła kontrolę nad piciem i nad życiem. Czy ciągłe imprezowanie doprowadziło ją w końcu do nałogu i wszystkich tych niebezpiecznych zachowań? A może wcześniej wydarzyło się coś złego? Coś, co spowodowało, że Monia zaczęła odcinać się od rzeczywistości wódą i narkotykami?W zarządzaniu wielką, międzynarodową firmą jest ogarnięta, sprawnie doprowadza do podpisywania milionowych kontraktów, a jednocześnie wydaje się pogubiona. W dodatku zbudowała wokół siebie wysoki mur. Jak się przez niego przebić? Uznałam, że muszę znaleźć sposób, by do niej dotrzeć. Sytuacja wymagała poważnej narady z Klarą i lunchu pracowałam jeszcze dobrych kilka godzin. Siedzieliśmy w redakcji nad projektem nowego formatu telewizyjnego z udziałem rywalizujących ze sobą gwiazd. Nie mogłam się skupić. Czułam, że nie wnoszę za wiele do burzy mózgów, bo wciąż krążyłam myślami wokół problemów Moni. Wracając z pracy, nadal byłam mocno rozkojarzona. Cudem uniknęłam zderzenia ze srebrnym volvo, które wyjechało z podporządkowanej. Na szczęście w porę nacisnęłam hamulec.– Co robisz, idioto?!Roztrzęsiona zarówno po niezbyt udanym lunchu jak i po nieprzyjemnym incydencie drogowym, w końcu zaparkowałam pod domem Piotra. Miał stumetrowe mieszkanie na trzecim piętrze pięknej kamienicy na Żoliborzu. Już właściwie u niego mieszkałam, ale wciąż mnóstwo rzeczy zostawiłam u siebie. Męczyły mnie poranne poszukiwania jakiejś bluzy czy spódnicy, których jeszcze do Piotra nie zabrałam. Chciałam to w końcu uporządkować. Nigdy z żadnym facetem nie było mi tak dobrze, więc nie miałam się nad czym zastanawiać. Powinnam przewieźć wszystkie swoje rzeczy do niego, a swoje mieszkanie wyna tylko otworzyłam ciężkie drzwi wejściowe, zobaczyłam przyklejoną do ściany kopertę z napisem:Dla najpiękniejszej kobiety na świe absolutnie się za taką nie uważałam, nie miałam najmniejszych wątpliwości, że owa koperta przeznaczona jest właśnie dla mnie. „Ech, ty wariacie!”, uśmiechając się pod nosem, odkleiłam kopertę i wyjęłam z niej liścik z krótką instrukcją:Zrób dwanaście kroków w górę. Szukaj w lewym rogu pod grzejni Pokonałam dwanaście schodów i znalazłam się na okazałym półpiętrze. W lewym rogu stał wielki grzejnik obudowany drewnianą kratką. Kucnęłam, poświeciłam latarką z telefonu w kratkę i w środku dostrzegłam czerwoną, papierową torebkę. „Hmm… ale jak się tam dostać?”. Przez chwilę mocowałam się z kratką, aż w końcu odkryłam, że jej podstawa się rusza. Ostatecznie dała się wyjąć, dzięki czemu powstała dziesięciocentymetrowa szczelina, przez którą najpiękniejsza kobieta na świecie wyjęła papierową torebkę wraz z tajemniczą zawarto środku był przystrojony kolorowymi cekinami i piórami kostium złożony ze stanika oraz skąpo zabudowanych majteczek. Takie stroje mają na sobie tancerki samby podczas słynnego karnawału w Rio de Janeiro. W torebce znalazłam też liścik:Ubierz się w ten kostium. Tak, oszalał! Jak teraz? Tu? W tym momencie przyszedł SMS. Oczywiście od tego łobuza:Nie wymiękaj, przebieraj się.„A żebyś wiedział, że się przebiorę!”.Było to nieco karkołomne. Nie mogłam przecież rozebrać się do rosołu na klatce schodowej. Wiłam się więc pod długim swetrem, ściągałam stanik przez rękaw, a potem zdjęłam spódnicę, żeby zmienić gatki na cekinowe. W połowie tego przepoczwarzania się usłyszałam kroki z góry. Na szczęście, gdy nałożyłam sobie sweter na głowę tyłem na przód, sięgał mi do połowy ud. Zastygłam w bezruchu. Musiałam wyglądać jak złożony parasol ogrodowy. Spod swetra wystawały gołe nogi z naciągniętymi do połowy łydek cekinowymi majtami. Kroki stawały się coraz wyraźniejsze, nagle ich odgłosy ustały.– Halo? Jest tam kto? Halo? – zapytał, chyba nieco rozbawiony, męski głos.– Tak, jestem. A właściwie nie ma mnie tutaj. Niech pan nie zwraca na mnie uwagi. Ja tylko… tak tu postoję i… pójdę sobie. – Och, jak dobrze, że nie było widać mojej purpurowej twarzy.– Ale nic pani nie jest? Wszystko w porządku?– Tak, w porządku. Nic się nie dzieje, naprawdę.– Może chociaż trochę wody pani przyniosę, bo sucho tak przy tym grzejniku.– Nieee… dziękuję, piłam…– To wiele tłumaczy…– Wodę już piłam i zaraz sobie pójdę, za chwileczkę dosłownie. Troszeczkę jeszcze tylko tak… postoję sobie.– No dobrze, to ja w takim razie idę. Tylko proszę za długo nie stać, bo pewnie ciągnie od podłogi. Do widzenia.– Do widzenia, dziękuję za tro Poszedł sobie. Nie miałam pojęcia, kto i dobrze się złożyło. Nie będę się czerwienić, mijając go potem na schodach czy na ulicy. Szybko naciągnęłam majtki na tyłek, wzięłam swoje ciuchy pod pachę i ruszyłam w górę. Na kolejnym półpiętrze znów zobaczyłam liścik:Dla najpiękniejszej i już ubranej w kostium do samby kobiety.„Zabiję go!”.W środku była kolejna instrukcja:Zapukaj do mieszkania numer 8 i poproś o koronę, którą podobno zostawił dla ciebie posła tam mieszka? Za diabła nie pamiętałam. Nie kojarzyłam jeszcze wszystkich lokatorów. No dobra, zaraz miałam się przekonać. A może szczęście mi dopisze i nikogo nie będzie? Stanęłam pod ósemką. Zapukałam nieśmiało. Usłyszałam charakterystyczne raczej dla starszych osób szuranie kapciami po podłodze. Otworzyły się drzwi i stanął w nich sympatyczny staruszek w drucianych okularach na nosie. Jego pomarszczoną twarz rozpromienił uśmiech. Czułam, że natychmiast zrobiłam się purpurowa.– Dzień dobry, panie…– Zygmuncie. Mów mi Zygi, panienko. Piotr uprzedzał, że będę miał gościa i że to będą miłe odwiedziny. Ale nie sądziłem, że aż tak miłe!– Przepraszam, panie Zygmuncie…– Zygi.– Panie Zygi…– Zygi.– Zygi, przepraszam za swój strój, długo by opowiadać… Podobno posłaniec zostawił tu dla mnie… koronę.– W rzeczy samej. Wejdziesz?– Może innym razem, trochę się spieszę.– Ech, wam młodym to spieszno do tych uciech, co? – i puścił oko. – Zaczekaj w takim razie chwilkę, zaraz ją przy istotnie krótkiej chwili Zygi pojawił się z koroną. Z koroniskiem! To pozłacane szkaradztwo ozdobione dziesiątkiem różnokolorowych szkiełek było wysokie na jakieś pół metra.– Piotr prosił, żebyś od razu założyła koronę na głowę. Z radością dokonam koronacji! – Zygi zbliżył się do mnie i wspiął na bardzo niskiego wzrostu, więc żeby mu pomóc, lekko się nachyliłam. W końcu nałożył mi to ciężkie, kiczowate żelastwo na głowę.– No! Piękna jesteś! A jak ty, królewno, masz na imię?– Olga.– Królowa Olga, zacne imię dla koronowanej głowy. Idź już do swojego króla Piotra, bo pewnie chciałby powywijać swoim berłem! – Zygi roześmiał się, a ja mu zawtórowałam, bo starcom takie rubaszne żarciki można wyba się i znowu ruszyłam w górę. Do pokonania zostało mi już tylko jedno piętro, ale byłam pewna, że czeka mnie kolejne zadanie. Nie pomyliłam się. Na ścianie ktoś przykleił liścik, niewątpliwie adresowany do mnie:Dla najpiękniejszej na świecie Królowej jasne! W liściku była oczywiście kolejna instrukcja:Spójrz w głowę i dostrzegłam czerwone pudełko przyczepione do lampy.„Jak je stamtąd ściągnąć, do cholery?”, rozejrzałam się bezradnie wokoło, szukając czegoś, na czym mogłabym stanąć. Półpiętro zdobiły jednak wyłącznie doniczki z kwiatami. W tym momencie przyszedł SMS. Oczywiście od tego łajdaka Piotra. „Czy ja jestem w ukrytej kamerze? Skąd on wie co ja akurat teraz robię? Czy on mnie w tej chwili podgląda? Byłam jednocześnie rozdrażniona i podekscyto tego, co znajdziesz za kotarą znalazłam małą drabinę. Wspięłam się na nią, wyciągnęłam jak struna i sięgnęłam po czerwone pudełko. Nagle usłyszałam:– Co za wstyd! Zamknij oczy, ona litość boską! Nie patrz na tę ladacznicę!Gorzej być nie mogło, bo oto nadeszła babcia Pelagia ze swoim dziesięcioletnim wnuczkiem Krystianem. Największa plotkara w kamienicy, najbliższa sąsiadka Piotrka. Po tej akcji zrobi ze mnie dziwkę, jak nic.– Dzień dobry, pani Pelagio. To nie jest tak, jak pani myśli… – zaczęłam się głupio tłumaczyć, wciąż wypinając z wysokości drabiny niemal goły tyłek.– Zamilcz, bezwstydna! Głowa do dołu! Głowa do dołu, Krystianku! Tfu!W pudełku z napisem Załóż je znalazłam złote sandałki na szpilkach. O dziwo, były nawet wygodne. Teraz mogłabym wejść na sambadrom i wtopić się w tłum szalejących tancerzy. Jak na zawołanie do moich uszu zaczęły dobiegać gorące rytmy samby. Od mieszkania Piotra dzieliło mnie tylko dwanaście schodów. Z każdym krokiem samba stawała się coraz głośniejsza. W końcu nacisnęłam klamkę. Wiedziałam, że Piotr nigdy nie zamyka drzwi, tak było i tym razem. Poprawiłam piersi w strojnym biustonoszu i weszłam do skądś ten kawałek. No oczywiście! Samba Brasilera! Nogi same rwą się do tańca. Salon tonął w girlandach kwiatów, w ciemności błyskały dyskotekowe światełka. Mój łobuz się postarał.– Piotrula! Gdzie jesteś? Zrobiłam te wszystkie głupie rzeczy i jestem cała rozpalona, cała twoja! Gdzie jesteś?Wtedy objął mnie od tyłu w pasie i zaczęliśmy się kołysać w rytm samby. Czułam jego silne ciało na plecach i na pośladkach. Obrócił mnie w tańcu i zobaczyłam go w całej zaskakującej okazałości. Był właściwie nagi. Miał na sobie jedynie fartuszek z nadrukiem męskiego stroju tancerza samby. Fikuśny fatałaszek zawiązany z tyłu, nad gołymi i całkiem całkiem jędrnymi pośladkami. Cudna i bardzo gorrrąca była ta nasza samba. Piotrula świetnie prowadzi i ma w sobie latynoski chichotaliśmy i całowaliśmy się przez dłuższą chwilę. W tańcu zaczął mnie rozbierać. Najpierw uwolnił mnie od korony, potem od szpilek, wreszcie zdjął ze mnie biustonosz i majteczki… Myślałam, że zaraz będziemy się kochać i moja mocno już wilgotna kobiecość bardzo na to liczyła… Ale ten łobuz zawsze mnie zaskakiwał i działał według tylko sobie znanego scenariu mnie na ręce, jednak nie zaniósł do łóżka, a do ozdobionej zapalonymi świecami łazienki. W wannie pełnej wody pływały purpurowe płatki róż. Ułożył mnie pośród nich i pocałował czule w czoło.– Zrelaksuj się, łobuzico, ja dokończę przygotowywanie kolacji. – wskazał spojrzeniem na stojący wieszak łazienkowy. – Kupiłem ci sukienkę i szpilki. Ubierz się w to, proszę.– Te złote sandałki do samby też by pasowały.– Te będą pasowały bardziej. Nie spiesz się. Będę czekał na ciebie w salonie, moja inne kobiety są przez swoich mężczyzn rozpieszczane jak ja przez niego? Tak zaskakiwane? Czy na każdym kroku spotyka je tyle dowodów oddania i uwielbienia? I to jeszcze okazywanych z taką fantazją i nonszalancją? Pewnie nie. Pewnie należę do malutkiej grupy szczęściar, które trafiły na wyjątkowy, bardzo rzadko występujący w świecie damsko-męskich relacji okaz. Zanurzona w płatkach róż rozpływałam się z rozczulenia, bo tyle było we mnie radości i wdzięczności za to, że w końcu spotkało mnie coś tak dobrego i pięknego. Zapragnęłam być dla Piotra tą, za którą mnie uważa. Choć czułam, że on nieco mnie idealizuje. Gdzieś na dnie serca tkwiła obawa, że któregoś dnia spojrzy na mnie z rozczarowaniem w oczach. Odkryje, że pod płatkami róż i zwiewnymi sukienkami, w które mnie ubiera, jest zwyczajna, może nawet pospolita dziewczyna…Zganiłam się za to czarnowidztwo. Po prostu nie powinnam pozwolić sobie na rozleniwienie, na ograniczanie się do roli zadowolonego biorcy. Przecież też mam mnóstwo do zaoferowania, tyle jest we mnie pokładów czułości, namiętności, fantazji. Chcę każdego dnia być bliżej Piotra, poznawać jego najgłębsze potrzeby, zaspakajać je z miłością i w sposób, który go w kolorze fuksji, z głębokim dekoltem na plecach, leżała świetnie. Opinała ciało, nie powodując najmniejszego dyskomfortu. Piotr nie zostawił mi żadnej bielizny, więc pod sukienką wyraźnie zaznaczała się wypukłość piersi, sterczące z podniecenia antenki. O krągłości pozbawionych majteczek pośladków nawet nie wspomnę. Czułam się seksownie jak dia do salonu, w którym zamiast dyskotekowych światełek pojawił się dyskretny blask świec. Z głośników, choć znacznie ciszej, nadal sączyły się latynoskie rytmy. Piotr nie miał już na sobie fikuśnego fartuszka, a idealnie skrojone spodnie i białą koszulę. Wstał od stołu, pocałował mnie w policzek, na chwilę wtulił się w moje ramiona i włosy, a potem podsunął mi krzesło i posadził za sto też były brazylijskie. Na przystawkę mój osobisty kucharz zaserwował pao de queijo, czyli bułeczki z tapioką i białym serem. Potem podał pastel. Niezbyt dietetyczne, ale przepyszne danie. Smażone na głębokim tłuszczu cieniutkie ciasto, wypełnione egzotycznie przyprawionym farszem mięsno-warzywnym. Chrupiące, tłuste i aromatyczne. Naprawdę pycha. Byłam już najedzona, ale dałam się jeszcze namówić na mały deser. Brazylijskie brigadeiro to taka południowoamerykańska wersja naszej czekoladowej trufli, z dużą ilością kajmaku i kakao.– Wiesz, że wygrałbyś Masterchefa?– Wiem, ale wolę rozpieszczać twoje podniebienie niż podniebienia choćby najlepszych kulinarnych jurorów na świecie.– Kłamca i lizus!– Co do lizania…Piotrula podszedł i razem z krzesłem odsuną mnie od stołu. Wyciągnął z kieszeni jedwabną apaszkę, którą zawiązał mi oczy. Moje ręce przeniósł za oparcie krzesła i skrępował je na wysokości nadgarstków. Potem podciągnął mi sukienkę i szeroko rozstawił nogi. Przez chwilę nic się nie działo, a ja niemal czułam jego wzrok utkwiony w mojej cipce. Rosnące podniecenie natychmiast wywołało przyjemne pobolewanie podbrzusza. W dodatku rytmy samby stawały się coraz cichsze, a ich miejsce zajął jęk rozkoszy. Jakby nie dwóch, a wielu osób…I się długo pieścił i całował wewnętrzną stronę moich ud. Chyba rozsmarował na nich coś lepkiego, by potem to zlizywać. Po chwili to samo zrobił mojej cipce. Wciąż dochodziło do mnie wiele jęczących, doświadczających rozkoszy głosów. Bardzo mnie to podnieciło. Moje ciche pojękiwania mieszały się z tymi, które słyszałam wokół. Piotr zlizywał kropelki rozkoszy z mojej coraz wilgotniejszej waginy. Trudno było mi usiedzieć spokojnie na krześle, ale związana, z zawiązanymi oczami, byłam zupełnie bezbronna wobec mojego mężczyzny i wobec narastającego we mnie podniece pewnym momencie Piotr przestał mnie pieścić ustami i włożył mi do środka pulsujący wibrator. Zaczął mnie nim posuwać, początkowo bardzo powoli, choć w równym tempie. Z czasem robił to coraz mocniej i głębiej. Zaczęłam czuć lekki dyskomfort. Z jednej strony stawałam się coraz bardziej podniecona, z drugiej jednak czułam, że jestem na granicy akceptowania tego, co się dzieje. Wciąż rżnąc mnie wibratorem, Piotr drugą ręką chwycił mnie mocno za włosy, odchylił moją głowę i wepchnął mi w usta sztywnego penisa. Dociskał mocno. Dławiłam się, czując go w gardle coraz głębiej. To było już o wiele za dużo. Chciałam się uwolnić, ale nie byłam w stanie się poruszyć. W tym momencie opaska zsunęła się z moich oczu i na wielkim ekranie zobaczyłam mnóstwo nagich, kotłujących się ludzi, pogrążonych we wspólnej orgii. To nie były wysmakowane, malarskie kadry z filmu „Oczy szeroko zamknięte”, a brutalne, obrzydliwe pieprzenie około dziesięciu młodych i starych, chudych i grubych ciał. Czułam, że zbliża się atak paniki. Chciałam to zatrzymać, chciałam krzyczeć, ale z powodu fiuta w ustach, wydobywał się ze mnie jedynie gardłowy pomruk. Piotr wziął go chyba za odgłos rozkoszy i bardzo mocno, w jakimś zapamiętaniu rżnął dalej moją cipkę wibratorem, a gardło penisem. Zaczęłam wściekle rzucać się na krześle, co wreszcie go otrzeźwiło. Odskoczył ode mnie gwałtownie.– Nie! Nie! – darłam się jak opę patrzył na mnie oszołomiony, jakby nie wiedząc, co zrobić. Na ekranie wciąż wiły się i jęczały skotłowane, spocone ciała. Miałam wrażenie, że zaraz oszaleję.– Rozwiąż mnie, gnoju! Natychmiast!Piotr ocknął się i rzucił się do moich nadgarstków. Wreszcie uwolniona, poderwałam się z krzesła.– Wyłącz, to kurwa! Wyłącz to!Zatrzymał nagranie. Usiłował mnie przytulić.– Kochanie, przepraszam, myślałem, że tego chcesz, że ci się podoba. Wybacz mi proszę. Wiesz, że nigdy bym ciebie nie skrzywdził.– Ale to zrobiłeś, skurwielu! – odpychałam go od siebie, a po moich policzkach płynęły łzy.– Jezu… Co ja zrobiłem? Wybacz mi, wybacz, Olga! Błagam, wybacz, bo zwariuję!Już nie miał śmiałości mnie dotykać. Stał naprzeciwko i tylko patrzył z bezmiarem przerażenia i rozpaczy w oczach. W tym momencie jednocześnie kochałam go i nienawidziłam. Chciałam znaleźć ukojenie w jego ramionach, ale też pragnęłam, by zniknął. Osunęłam się na kolana i zaczęłam szlochać jak mała dziewczynka.– Dlaczego? – chlipałam – Dlaczego mi to zrobiłeś?– Olga… serce moje… nie chciałem cię skrzywdzić. Myślałem…– Co myślałeś? Co sobie myślałeś?!– Że spróbujemy inaczej, ostrzej, że… że może ci się spodoba…– Nie spodobało mi się i nigdy już tego nie rób! Nigdy!– Przysięgam, nie zrobię! Tylko mnie nie odtrącaj, błagam. Kocham cię nad życie i każdego dnia będę ci wynagradzał to, co dziś się stało.– Mam mętlik w głowie… Tak wielki mętlik… Skrzywdziłeś mnie, Piotr, i teraz jest mi bardzo nie płakałam. Czułam tylko pustkę i dojmujący smutek.– Nie mam siły. Zanieś mnie, proszę, do łóżka i zostaw PORANEKGdy w końcu udało mi się zasnąć, świtało, a mimo to obudziłam się przed ósmą. Natychmiast wróciły wspomnienia minionego wieczoru. Teraz to wszystko wydało mi się nierzeczywiste. Jakby nie spotkało mnie, a kogoś, kogo obserwowałam na szokującym, brutalnym filmie. Ale to się przecież stało. Zrobił to Piotr. Mój wymarzony, wyśniony, opiekuńczy i kochający że krząta się w kuchni. Musiałam się z nim zmierzyć, choć nie byłam pewna, czy jestem gotowa spojrzeć mu w twarz. Ale to przecież wciąż był człowiek, którego kochałam nad życie.– Dzień dobry – powiedziałam, stając w odwrócił się w moją stronę. W jednej ręce trzymał pomidora, w drugiej nóż. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie bez słowa. Wyglądał okropnie, chyba wcale nie spał. W zmęczonych oczach widziałam ból i nadzieję.– Dzień dobry, skarbie. Usiądź, proszę, zaraz dostaniesz kawę i śniadanie. Udało ci się zasnąć?– Tak, nad ranem. Jakieś trzy godziny pospałam. A ty?– Mi się nie udało, ale chyba nie zasłużyłem na odpoczynek.– Fakt, nie zasłuży ciężka cisza. Piotr zajął się robieniem kawy i śniadania. Po chwili stała przede mną szakszuka, ulubione pieczywo z samych ziaren i kubek kawy z mlekiem.– Dziękuję.– Smacznego, kochanie. Jak się dziś czujesz? – zapytał nieśmiało, patrząc na mnie wzrokiem zbitego psa.– Nie najlepiej. Chyba musi minąć trochę czasu…– Rozumiem. Czy mogę coś zrobić?– Po prostu bądź cierpliwy, a wszystko się ułoży. Chyba…– Poczekam tak długo, jak będzie trzeba. Mamy całe życie przed sobą.– Nie wiem… Chciałabym… Usiądź obok mnie. Chcę ci coś powie skwapliwie wykonał moje polecenie, siadając jednak w bezpiecznej odległości. Jakby bał się, że może mnie spło do zakupu pełnej wersji książki
Niestety, nie znamy ani imienia, ani nazwiska owego „atłasowego poety”. Nie wiemy również jak brzmiał dokładnie jego pochwalny wiersz na cześć monarchy. Wiemy natomiast jaka była reakcja Stanisława Augusta Poniatowskiego po jego usłyszeniu. Powiedział on bowiem: Szkoda czasu i atłasu, byś się wdzierał do Parnasu.
„Jeśli wydawało Ci się, że o miłości, związkach i seksie (również tym po bandzie) wiedziałaś już wszystko, to Olga i jej przyjaciółki – bohaterki tej perwersyjnej pozycji wydawniczej – udowodnią ci, że jesteś amiszką. Ciężko jest mnie zawstydzić, a jednak 1:0 dla autorki tej książki. Muszę dodać, że to było bardzo przyjemne i totalnie śmieszne zawstydzenie. Poznajcie hardkorową Bridget Jones made in Poland!” – Filip ChajzerOlga jest najszczęśliwsza na świecie. W piekielnie inteligentnym i zabawnym Piotrze wreszcie znalazła miłość swojego życia. W dodatku po wieloletniej emigracji, wraca ze Stanów jej ukochany brat Bruno. Przystojny kardiolog romansuje z licznymi kobietami, poznanymi na aplikacji randkowej. Skoro jego siostra znalazła tam prawdziwą miłość, to może i jemu się uda? Ale czy Olga naprawdę znalazła swoje szczęście? A może jest o krok od popełnienia życiowego błędu? Czy uwielbiany przez wszystkich Piotr jest tym, za kogo się podaje? Dlaczego przyjaciółka Olgi, Monia, boi się go tak bardzo, że aż ucieka z kraju? „Szkoda czasu na niemiłość” (ebook w formacie epub, kindle mobi) to opowieść o fatalnym zauroczeniu, dzikim pożądaniu i śmiertelnym niebezpieczeństwie. FRAGMENT ebooka „Szkoda czasu na niemiłość”: Siedziałam przy stole nakrytym pięknym obrusem sięgającym podłogi i uważnie studiowałam listę przystawek, gdy nagle poczułam na łydkach dotyk. W pierwszej chwili przestraszyłam się i odruchowo złączyłam kolana, ale w tym samym momencie uświadomiłam sobie, czyje to muszą być dłonie. Zwłaszcza, że niewidzialne ręce dotarły już do moich kolan i powoli, ale stanowczo zaczęły je rozchylać w znajomy sposób. Poddałam się dotykowi i wzbierającej we mnie fali rozkoszy. Po chwili zręczne palce tego łajdaka pieściły wewnętrzną stronę moich ud, coraz wyżej i wyżej... Byłam już bardzo podniecona i chciałam włożyć ręce pod obrus, by nakierować go na rozgrzany cel tej erotycznej podróży. Tyle że wtedy jak spod ziemi wyrosła przede mną menedżerka lokalu. Usiadła naprzeciwko mnie. – Już pani jest, pani Olgo. Bardzo się cieszę. Muszę dopytać o kilka szczegółów związanych z organizacją waszego wesela. (ciąg dalszy ebooka w pełnej wersji książki) *** • „To dla mnie historia o uleganiu presji i o przekraczaniu granic wbrew sobie. By ukochaną osobę zadowolić, zaspokoić, zatrzymać. A co jeśli ta osoba nie jest warta wstydu i rozpaczy, które przychodzą po? Nie mogę przestać myśleć o tej książce. Cholernie mocna, ale znakomita” Małgorzata Ohme • „Co za roller coaster emocji! Poprzednia książka była super, ale ta… mega mocna! Momentami naprawdę miałem ciary, może dlatego, że właśnie takie historie opowiadają mi na qczajcampach kobiety. Niezwykle bliskie jest mi przesłanie, że po największej traumie można się podnieść. Czyli po mojemu: odłączaj kable od tego co cię wydupcza i ukochoj sie!” QCZAJ • „W tej powieści mroczne atrybuty współczesnego świata jak przemoc, seks, swingersi i narkotyki, przeplatają się z czystą i wzruszającą miłością, która tu chodzi wyjątkowo krętymi ścieżkami. I wszystko jest przyprawione niezwykle ciętym humorem. Ostrzegam, czytając tę powieść można umrzeć trzy razy: ze śmiechu, z podniecenia i z przerażenia!” Daria ŁadochaSzkoda czasu na niemiłość od Anna Klimczewska możesz już bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook) lub słuchać w formie audiobooka (mp3).
€10.20 - Olga jest najszczęśliwsza na świecie. W piekielnie inteligentnym i zabawnym Piotrze wreszcie znalazła miłość swojego życia. W dodatku po wieloletniej emigracji, wraca ze Stanów jej ukochany brat Brun
Z DZIEWCZYNAMITelefon jak zawsze zadzwonił nie w porę. Przymierzałam akurat obłędny koronkowy biustonosz w odcieniu malinowej czerwieni. Uśmiechnęłam się, kiedy na ekranie przeczytałam: Brzydki Łobuz.– Co tam, Piotrula? Nie mogę rozmawiać, jestem w przymierzalni. Właśnie wkładam cycuszki w coś, co bardzo ci się spodoba.– Nie spodoba mi się absolutnie nic, co te twoje dwa skarby zasłania. Antenki będzie chociaż troszkę widać?– Oj tak. Stanęły na baczność, jak tylko usłyszały twój głos. Będziesz musiał się nimi zająć. I cipeczką też, bo jest ostatnio bardzo zaniedbana.– Niczym się nie przejmuj, wymyjemy ją i ogolimy.– Fuj! Świntuchu! – przez chwilę śmialiśmy się razem. – Zjesz na kolację moje popisowe tagliatelle w sosie orzechowym?– Nie. Zjem ciebie, a wcześniej to ja przygotuję kolację niespodziankę.– Niby łobuz, ale coraz milszy.– Do usług, moja wariatko.– Dzwonisz w jakiejś konkretnej sprawie?– Tak. W sprawie zżerającej mnie tęsknoty. Chciałem usłyszeć twój głos.– Mmm… Obiecuję, że dziś w nocy tym głosem poszepczę ci do ucha, pomruczę i pojęczę.– Do tego czasu spłonę z pożądania.– Płoń, kochanie. Kończę, telefon do torebki i szybko się ubrałam. Przed wyjściem z przymierzalni zerknęłam w lustro. Nadal się uśmiechałam. Tak jest zawsze, gdy rozmawiam z Piotrem. Jego łobuzerski urok wciąż niesamowicie na mnie działa.– Wezmę ten biustonosz – powiedziałam do ekspedientki.– Polecam do kompletu brazyliany. Na dzisiejszy wieczór będą jak znalazł… – młoda kobieta mrugnęła do mnie znacząco.– Przepraszam panią najmocniej, chyba nieco za głośno rozmawiałam – zreflektowałam się, choć trochę nie w porę.– Nic nie szkodzi, takich rozmów chętnie słucham – uśmiechnęła się dziewczyna. – Zapakować te majteczki?– Niech będą. Rozmiar 36 poproszę.– Oczywi kroku, bo byłam odrobinę spóźniona. Dziewczyny na pewno już czekały. Wchodząc do wybranej przez Zuzę restauracji, poczułam intensywny zapach grzybów i rozmarynu. Już wiedziałam, co zamówię na lunch.– Przepraszam, dziewczyny, na moment straciłam rachubę czasu.– Pioootruula dzwoooonił! – przedrzeźniły mnie zgodnym chórem.– No tak, dzwonił, więc trochę się rozkojarzyłam. Jak zawsze przy nim, wybaczcie.– Och! Twoje wielkie szczęście jest obrzydliwie nieprzyzwoite i irytujące! – zawyrokowała Klara.– I dobrze. Nie słuchaj, Olga, zazdrośnicy. Bardzo się, kochana, cieszymy, że twój łobuz okazał się tym jedynym. Należy ci się coś od życia po tylu rozczarowaniach – dodała Zuza.– Po tylu zjebach, oszustach i prostakach. Rozumiem, że w twoim słodkim raju nadal bezchmurne niebo? – spytała Monia.– Cóż robić? – wzruszyłam ramionami. – To dla mnie pewna nowość, ale jakoś dźwigam nudne szczęście dzień po dniu. Co zamawiamy?– My już wybrałyśmy. Masz tu kartę. Znajdź coś dla siebie, bo idzie kelner. – Zuza uśmiechnęła się do sympatycznego bruneta z brzuszkiem.– Dzień dobry, czy panie już wybrały?– Tak. Poprosimy raz sałatkę cezar i dwa razy gnocchi alla sorrentina. Olga?– Dla mnie spaghetti w sosie z leśnych grzybów.– Coś do picia?– Dużą karafkę wody niegazowanej z cytryną. Bez lodu. – Zuza nie musiała nas o nic pytać. Taką wodę od lat piłyśmy litrami.– A ja jeszcze poproszę whisky sour. Podwójne – dokończyła składanie zamówienia odejściu kelnera zapadła niezręczna cisza. W końcu zdecydowałam się ją przerwać i powiedzieć to, co chyba wszystkie pomyślałyśmy.– No, stara, grubo zaczynasz tydzień. Jest dopiero czternasta.– Daj spokój, muszę złapać balans. Miałam tak imprezowy weekend, że nie bardzo wiem, jak się nazywam. Uzupełnię poziom alkoholu we krwi i wrócę do żywych.– Monia… Czy nie zaczęłaś nieco przesadzać z imprezami i z alkoholem? – odezwała się Klara.– Już nie bądź taka świętojebliwa! Wszystko mam pod kontrolą.– Chyba pod kontrolą tego didżeja, którego wyrwałaś na Tinderze. Przypomnij, jak mu tam?– Didżej Proust. Wiecznie w poszukiwaniu straconego czasu. – Monia głośno roześmiała się z własnego literackiego dowcipu, ale żadnej z nas to nie rozbawiło.– Monia, to ćpun i alkoholik – nie odpuszczała Klara.– Daj spokój, po prostu rozrywkowy facet i tyle. Zresztą to tylko na jakiś czas, przecież się nie zakochałam, luz. Wiem, z kim tańczę. Nawet sobie nie wyobrażacie, jaki seks jest zajebisty po pigule?– Ja pierdolę! Nie wierzę, że wzięłaś to gówno! – tym razem nie wytrzymała Zuza.– Eksperymentalnie i incydentalnie! – Monia patrzyła nam oczy wyzywająco. – No co? Nie musicie się o mnie bać. Chwilę się pobawię i znowu będę grzeczna. Ej, laski, przecież wiecie, że ja tak mam.– Dotąd nigdy nie ćpałaś. Boimy się, że ten Proust ostro pociągnie cię w dół.– Kurwa, Olga! Szybko zapomniałaś, jak się na nas wściekałaś, gdy martwiłyśmy się twoim dawaniem dupy na prawo i lewo.– A dziś wiem, że miałyście rację i żałuję, że nie posłuchałam was wcześniej.– A ja nie posłucham i nie zamierzam niczego żałować! I powiem wam jeszcze coś. Idziemy z Proustem na swingers party, będziemy się pieprzyć grupowo jak króliki. Kelner! – Monia gestem ręki przywołała chłopaka, który nas obsługiwał. – Jeszcze raz whisky sour, pro po sobie znacząco, ale tym razem żadna z nas się nie odezwała. Przez chwilę wszystkie jadłyśmy w milczeniu.– No już, wyluzujcie. Popatrzcie na tego gościa dwa stoliki obok. – Monia wskazała faceta o raczej przeciętnej aparycji, z wielkimi, niezbyt gustownie wytatuowanymi łapami. – Mam branie, bez dwóch zdań. Gdzieś go już chyba widziałam… Koleś przez cały czas gapi się na mnie, oblizuje i teraz jeszcze, kurwa, zaczął cmokać. Chyba zaraz mu ewidentnie szykowała się do starcia, a awantura w knajpie w biały dzień nie była nam potrzebna.– Niech się gapi, uspokój się. Nie będziesz wykłócać się z jakimś prymitywem, nie rób wiochy. – Starałam się uspokoić nieco już podchmieloną Monię. – Dziewczyny, za niecałe dwa tygodnie, w sobotę, robimy imprezę powitalną dla było dobre posunięcie. Wspominając swojego młodszego brata, udało mi się odwrócić uwagę Moni od nachalnego adoratora. Kelner akurat postawił przed nią szklankę z kolejnym drinkiem, którą natychmiast podniosła do ust.– To już? Kiedy twój nieziemsko przystojny i, z tego co rozumiem, znów wolny braciszek przylatuje ze Stanów? – spytała.– W najbliższy piątek, ale nie sądzę, żeby od razu rozglądał się za kobietami. Wciąż liże rany i składa do kupy złamane serce.– Musi się szybko wyleczyć z tej suki. Jak ona ma na imię?– Jessica – odpowiedziałam.– Dobrze pamiętam, że on wziął ją lata temu z małym bachorem? – dopytywała coraz bardziej wstawiona Monia.– Poznali się dziewięć czy dziesięć lat temu na zawodach snookerzystów w Waszyngtonie i od razu między nimi zaiskrzyło. Jessica istotnie była wtedy samotną matką, a jej Kevin miał siedem lat. Bruno wychowywał go jak własne dziecko. Dlatego teraz tak bardzo cierpi, stracił i ukochaną kobietę, i syna.– Wykorzystała go suka jebana. Jebana suka! – Monia mówiła zdecydowanie za głośno i coraz bardziej bełkotliwie. – Naiwniak wychował jej gówniarza, a ona puściła się z jakimś małolatem, tak?– Tak, Monia. Zostaw już tego drinka. Dziewczyny, płacimy i wychodzimy, chyba czas na i Klara zgodnie mi przytaknęły i poprosiłyśmy o rachu tylko kelner oddalił się, do naszego stolika nieco chwiejnym krokiem podszedł wytatuowany amant Moni.– Widzę, lalka, że mnie nie poznajesz – zagadnął.– A jednak mu przypierdolę, sam się prosi – skomentowała Monia patrząc to na niego, to na nas.– Może nie tak ostro – mięśniak pochylił się nad stolikiem tak nisko, że czołem niemal dotykał czoła Moni. – Przedwczoraj w nocy byłaś dużo milsza i to ty się prosiłaś o pierdolenie. Którego ci zresztą nie pożałowałem, he, he! – ostatnie zdanie okrasił wulgarnym rechotem.– Boże… – wyrwało się Klarze.– Co ty… Co ty, kurwa, gadasz, gnoju? – Monia od razu przetrzeźwiała.– Pieprzyłaś się jak rasowa kurwa, a teraz rżniesz damę!Jakby tego było mało, obrzydliwy typ splunął do drinka Moni. Ta, wściekła jak cholera, już się podnosiła. Na szczęście w porę przytrzymałam ją na miejscu. W końcu oblech zrobił w tył zwrot i wyszedł z restaura chwilę żadna z nas nie była w stanie nic powiedzieć. Zupełnie nas zamurowało.– To jakiś jebany świr! Pierwszy raz go na oczy widziałam! – Monia rozpaczliwie szukała w nas zrozumienia. Jednak najwyraźniej go nie znalazła. – Chyba nie myślicie, że mówił prawdę? – nie odpusz ciszę przerwała Klara.– Nie wiemy tego, Monia. Ale najgorsze, że ty chyba też tego nie wiesz. Nie pamiętasz gościa, bo ostatnio często nie pamiętasz swoich ostrych imprez.– Jasne, zróbcie ze mnie kurwę! Mam to w dupie. Was też mam w dupie! – Monia wyciągnęła z torebki zmiętolony stuzłotowy banknot i rzuciła go na stół. – No to się ubawiłam z wami po pachy! Spadam.– Monia! – krzyknęłam za nią.– Daj spokój, musi wytrzeźwieć i dopiero wtedy przemyśli temat. Oby. Nie jest z nią najlepiej – podsumowała Klara.– Fakt, nie jest – potwierdziła smutno Zuza, podnosząc się z krze SZCZĘŚCIE I CHOCHLA DZIEGCIUNaprawdę martwiłam się o Monię. Zawsze była trochę szalona i nieobliczalna, ale teraz to jednak coś więcej. Najwyraźniej traciła kontrolę nad piciem i nad życiem. Czy ciągłe imprezowanie doprowadziło ją w końcu do nałogu i wszystkich tych niebezpiecznych zachowań? A może wcześniej wydarzyło się coś złego? Coś, co spowodowało, że Monia zaczęła odcinać się od rzeczywistości wódą i narkotykami?W zarządzaniu wielką, międzynarodową firmą jest ogarnięta, sprawnie doprowadza do podpisywania milionowych kontraktów, a jednocześnie wydaje się pogubiona. W dodatku zbudowała wokół siebie wysoki mur. Jak się przez niego przebić? Uznałam, że muszę znaleźć sposób, by do niej dotrzeć. Sytuacja wymagała poważnej narady z Klarą i lunchu pracowałam jeszcze dobrych kilka godzin. Siedzieliśmy w redakcji nad projektem nowego formatu telewizyjnego z udziałem rywalizujących ze sobą gwiazd. Nie mogłam się skupić. Czułam, że nie wnoszę za wiele do burzy mózgów, bo wciąż krążyłam myślami wokół problemów Moni. Wracając z pracy, nadal byłam mocno rozkojarzona. Cudem uniknęłam zderzenia ze srebrnym volvo, które wyjechało z podporządkowanej. Na szczęście w porę nacisnęłam hamulec.– Co robisz, idioto?!Roztrzęsiona zarówno po niezbyt udanym lunchu jak i po nieprzyjemnym incydencie drogowym, w końcu zaparkowałam pod domem Piotra. Miał stumetrowe mieszkanie na trzecim piętrze pięknej kamienicy na Żoliborzu. Już właściwie u niego mieszkałam, ale wciąż mnóstwo rzeczy zostawiłam u siebie. Męczyły mnie poranne poszukiwania jakiejś bluzy czy spódnicy, których jeszcze do Piotra nie zabrałam. Chciałam to w końcu uporządkować. Nigdy z żadnym facetem nie było mi tak dobrze, więc nie miałam się nad czym zastanawiać. Powinnam przewieźć wszystkie swoje rzeczy do niego, a swoje mieszkanie wyna tylko otworzyłam ciężkie drzwi wejściowe, zobaczyłam przyklejoną do ściany kopertę z napisem:_Dla najpiękniejszej kobiety na_ świe absolutnie się za taką nie uważałam, nie miałam najmniejszych wątpliwości, że owa koperta przeznaczona jest właśnie dla mnie. „Ech, ty wariacie!”, uśmiechając się pod nosem, odkleiłam kopertę i wyjęłam z niej liścik z krótką instrukcją:_Zrób dwanaście kroków w górę. Szukaj w lewym rogu pod grzejni Pokonałam dwanaście schodów i znalazłam się na okazałym półpiętrze. W lewym rogu stał wielki grzejnik obudowany drewnianą kratką. Kucnęłam, poświeciłam latarką z telefonu w kratkę i w środku dostrzegłam czerwoną, papierową torebkę. „Hmm… ale jak się tam dostać?”. Przez chwilę mocowałam się z kratką, aż w końcu odkryłam, że jej podstawa się rusza. Ostatecznie dała się wyjąć, dzięki czemu powstała dziesięciocentymetrowa szczelina, przez którą najpiękniejsza kobieta na świecie wyjęła papierową torebkę wraz z tajemniczą zawarto środku był przystrojony kolorowymi cekinami i piórami kostium złożony ze stanika oraz skąpo zabudowanych majteczek. Takie stroje mają na sobie tancerki samby podczas słynnego karnawału w Rio de Janeiro. W torebce znalazłam też liścik:_Ubierz się w ten kostium. Tak, oszalał! Jak teraz? Tu? W tym momencie przyszedł SMS. Oczywiście od tego łobuza:_Nie wymiękaj, przebieraj się_.„A żebyś wiedział, że się przebiorę!”.Było to nieco karkołomne. Nie mogłam przecież rozebrać się do rosołu na klatce schodowej. Wiłam się więc pod długim swetrem, ściągałam stanik przez rękaw, a potem zdjęłam spódnicę, żeby zmienić gatki na cekinowe. W połowie tego przepoczwarzania się usłyszałam kroki z góry. Na szczęście, gdy nałożyłam sobie sweter na głowę tyłem na przód, sięgał mi do połowy ud. Zastygłam w bezruchu. Musiałam wyglądać jak złożony parasol ogrodowy. Spod swetra wystawały gołe nogi z naciągniętymi do połowy łydek cekinowymi majtami. Kroki stawały się coraz wyraźniejsze, nagle ich odgłosy ustały.– Halo? Jest tam kto? Halo? – zapytał, chyba nieco rozbawiony, męski głos.– Tak, jestem. A właściwie nie ma mnie tutaj. Niech pan nie zwraca na mnie uwagi. Ja tylko… tak tu postoję i… pójdę sobie. – Och, jak dobrze, że nie było widać mojej purpurowej twarzy.– Ale nic pani nie jest? Wszystko w porządku?– Tak, w porządku. Nic się nie dzieje, naprawdę.– Może chociaż trochę wody pani przyniosę, bo sucho tak przy tym grzejniku.– Nieee… dziękuję, piłam…– To wiele tłumaczy…– Wodę już piłam i zaraz sobie pójdę, za chwileczkę dosłownie. Troszeczkę jeszcze tylko tak… postoję sobie.– No dobrze, to ja w takim razie idę. Tylko proszę za długo nie stać, bo pewnie ciągnie od podłogi. Do widzenia.– Do widzenia, dziękuję za tro Poszedł sobie. Nie miałam pojęcia, kto i dobrze się złożyło. Nie będę się czerwienić, mijając go potem na schodach czy na ulicy. Szybko naciągnęłam majtki na tyłek, wzięłam swoje ciuchy pod pachę i ruszyłam w górę. Na kolejnym półpiętrze znów zobaczyłam liścik:_Dla najpiękniejszej i już ubranej w kostium do samby kobiety_.„Zabiję go!”.W środku była kolejna instrukcja:_Zapukaj do mieszkania numer 8 i poproś o koronę, którą podobno zostawił dla ciebie posła tam mieszka? Za diabła nie pamiętałam. Nie kojarzyłam jeszcze wszystkich lokatorów. No dobra, zaraz miałam się przekonać. A może szczęście mi dopisze i nikogo nie będzie? Stanęłam pod ósemką. Zapukałam nieśmiało. Usłyszałam charakterystyczne raczej dla starszych osób szuranie kapciami po podłodze. Otworzyły się drzwi i stanął w nich sympatyczny staruszek w drucianych okularach na nosie. Jego pomarszczoną twarz rozpromienił uśmiech. Czułam, że natychmiast zrobiłam się purpurowa.– Dzień dobry, panie…– Zygmuncie. Mów mi Zygi, panienko. Piotr uprzedzał, że będę miał gościa i że to będą miłe odwiedziny. Ale nie sądziłem, że aż tak miłe!– Przepraszam, panie Zygmuncie…– Zygi.– Panie Zygi…– Zygi.– Zygi, przepraszam za swój strój, długo by opowiadać… Podobno posłaniec zostawił tu dla mnie… koronę.– W rzeczy samej. Wejdziesz?– Może innym razem, trochę się spieszę.– Ech, wam młodym to spieszno do tych uciech, co? – i puścił oko. – Zaczekaj w takim razie chwilkę, zaraz ją przy istotnie krótkiej chwili Zygi pojawił się z koroną. Z koroniskiem! To pozłacane szkaradztwo ozdobione dziesiątkiem różnokolorowych szkiełek było wysokie na jakieś pół metra.– Piotr prosił, żebyś od razu założyła koronę na głowę. Z radością dokonam koronacji! – Zygi zbliżył się do mnie i wspiął na bardzo niskiego wzrostu, więc żeby mu pomóc, lekko się nachyliłam. W końcu nałożył mi to ciężkie, kiczowate żelastwo na głowę.– No! Piękna jesteś! A jak ty, królewno, masz na imię?– Olga.– Królowa Olga, zacne imię dla koronowanej głowy. Idź już do swojego króla Piotra, bo pewnie chciałby powywijać swoim berłem! – Zygi roześmiał się, a ja mu zawtórowałam, bo starcom takie rubaszne żarciki można wyba się i znowu ruszyłam w górę. Do pokonania zostało mi już tylko jedno piętro, ale byłam pewna, że czeka mnie kolejne zadanie. Nie pomyliłam się. Na ścianie ktoś przykleił liścik, niewątpliwie adresowany do mnie:_Dla najpiękniejszej na_ świecie _Królowej jasne! W liściku była oczywiście kolejna instrukcja:_Spójrz w głowę i dostrzegłam czerwone pudełko przyczepione do lampy.„Jak je stamtąd ściągnąć, do cholery?”, rozejrzałam się bezradnie wokoło, szukając czegoś, na czym mogłabym stanąć. Półpiętro zdobiły jednak wyłącznie doniczki z kwiatami. W tym momencie przyszedł SMS. Oczywiście od tego łajdaka Piotra. „Czy ja jestem w ukrytej kamerze? Skąd on wie co ja akurat teraz robię? Czy on mnie w tej chwili podgląda? Byłam jednocześnie rozdrażniona i podekscyto tego, co znajdziesz za kotarą znalazłam małą drabinę. Wspięłam się na nią, wyciągnęłam jak struna i sięgnęłam po czerwone pudełko. Nagle usłyszałam:– Co za wstyd! Zamknij oczy, ona litość boską! Nie patrz na tę ladacznicę!Gorzej być nie mogło, bo oto nadeszła babcia Pelagia ze swoim dziesięcioletnim wnuczkiem Krystianem. Największa plotkara w kamienicy, najbliższa sąsiadka Piotrka. Po tej akcji zrobi ze mnie dziwkę, jak nic.– Dzień dobry, pani Pelagio. To nie jest tak, jak pani myśli… – zaczęłam się głupio tłumaczyć, wciąż wypinając z wysokości drabiny niemal goły tyłek.– Zamilcz, bezwstydna! Głowa do dołu! Głowa do dołu, Krystianku! Tfu!W pudełku z napisem _Załóż je_ znalazłam złote sandałki na szpilkach. O dziwo, były nawet wygodne. Teraz mogłabym wejść na sambadrom i wtopić się w tłum szalejących tancerzy. Jak na zawołanie do moich uszu zaczęły dobiegać gorące rytmy samby. Od mieszkania Piotra dzieliło mnie tylko dwanaście schodów. Z każdym krokiem samba stawała się coraz głośniejsza. W końcu nacisnęłam klamkę. Wiedziałam, że Piotr nigdy nie zamyka drzwi, tak było i tym razem. Poprawiłam piersi w strojnym biustonoszu i weszłam do skądś ten kawałek. No oczywiście! _Samba Brasilera!_ Nogi same rwą się do tańca. Salon tonął w girlandach kwiatów, w ciemności błyskały dyskotekowe światełka. Mój łobuz się postarał.– Piotrula! Gdzie jesteś? Zrobiłam te wszystkie głupie rzeczy i jestem cała rozpalona, cała twoja! Gdzie jesteś?Wtedy objął mnie od tyłu w pasie i zaczęliśmy się kołysać w rytm samby. Czułam jego silne ciało na plecach i na pośladkach. Obrócił mnie w tańcu i zobaczyłam go w całej zaskakującej okazałości. Był właściwie nagi. Miał na sobie jedynie fartuszek z nadrukiem męskiego stroju tancerza samby. Fikuśny fatałaszek zawiązany z tyłu, nad gołymi i całkiem całkiem jędrnymi pośladkami. Cudna i bardzo gorrrąca była ta nasza samba. Piotrula świetnie prowadzi i ma w sobie latynoski chichotaliśmy i całowaliśmy się przez dłuższą chwilę. W tańcu zaczął mnie rozbierać. Najpierw uwolnił mnie od korony, potem od szpilek, wreszcie zdjął ze mnie biustonosz i majteczki… Myślałam, że zaraz będziemy się kochać i moja mocno już wilgotna kobiecość bardzo na to liczyła… Ale ten łobuz zawsze mnie zaskakiwał i działał według tylko sobie znanego scenariu mnie na ręce, jednak nie zaniósł do łóżka, a do ozdobionej zapalonymi świecami łazienki. W wannie pełnej wody pływały purpurowe płatki róż. Ułożył mnie pośród nich i pocałował czule w czoło.– Zrelaksuj się, łobuzico, ja dokończę przygotowywanie kolacji. – wskazał spojrzeniem na stojący wieszak łazienkowy. – Kupiłem ci sukienkę i szpilki. Ubierz się w to, proszę.– Te złote sandałki do samby też by pasowały.– Te będą pasowały bardziej. Nie spiesz się. Będę czekał na ciebie w salonie, moja inne kobiety są przez swoich mężczyzn rozpieszczane jak ja przez niego? Tak zaskakiwane? Czy na każdym kroku spotyka je tyle dowodów oddania i uwielbienia? I to jeszcze okazywanych z taką fantazją i nonszalancją? Pewnie nie. Pewnie należę do malutkiej grupy szczęściar, które trafiły na wyjątkowy, bardzo rzadko występujący w świecie damsko-męskich relacji okaz. Zanurzona w płatkach róż rozpływałam się z rozczulenia, bo tyle było we mnie radości i wdzięczności za to, że w końcu spotkało mnie coś tak dobrego i pięknego. Zapragnęłam być dla Piotra tą, za którą mnie uważa. Choć czułam, że on nieco mnie idealizuje. Gdzieś na dnie serca tkwiła obawa, że któregoś dnia spojrzy na mnie z rozczarowaniem w oczach. Odkryje, że pod płatkami róż i zwiewnymi sukienkami, w które mnie ubiera, jest zwyczajna, może nawet pospolita dziewczyna…Zganiłam się za to czarnowidztwo. Po prostu nie powinnam pozwolić sobie na rozleniwienie, na ograniczanie się do roli zadowolonego biorcy. Przecież też mam mnóstwo do zaoferowania, tyle jest we mnie pokładów czułości, namiętności, fantazji. Chcę każdego dnia być bliżej Piotra, poznawać jego najgłębsze potrzeby, zaspakajać je z miłością i w sposób, który go w kolorze fuksji, z głębokim dekoltem na plecach, leżała świetnie. Opinała ciało, nie powodując najmniejszego dyskomfortu. Piotr nie zostawił mi żadnej bielizny, więc pod sukienką wyraźnie zaznaczała się wypukłość piersi, sterczące z podniecenia antenki. O krągłości pozbawionych majteczek pośladków nawet nie wspomnę. Czułam się seksownie jak dia do salonu, w którym zamiast dyskotekowych światełek pojawił się dyskretny blask świec. Z głośników, choć znacznie ciszej, nadal sączyły się latynoskie rytmy. Piotr nie miał już na sobie fikuśnego fartuszka, a idealnie skrojone spodnie i białą koszulę. Wstał od stołu, pocałował mnie w policzek, na chwilę wtulił się w moje ramiona i włosy, a potem podsunął mi krzesło i posadził za sto też były brazylijskie. Na przystawkę mój osobisty kucharz zaserwował pao de queijo, czyli bułeczki z tapioką i białym serem. Potem podał pastel. Niezbyt dietetyczne, ale przepyszne danie. Smażone na głębokim tłuszczu cieniutkie ciasto, wypełnione egzotycznie przyprawionym farszem mięsno-warzywnym. Chrupiące, tłuste i aromatyczne. Naprawdę pycha. Byłam już najedzona, ale dałam się jeszcze namówić na mały deser. Brazylijskie brigadeiro to taka południowoamerykańska wersja naszej czekoladowej trufli, z dużą ilością kajmaku i kakao.– Wiesz, że wygrałbyś Masterchefa?– Wiem, ale wolę rozpieszczać twoje podniebienie niż podniebienia choćby najlepszych kulinarnych jurorów na świecie.– Kłamca i lizus!– Co do lizania…Piotrula podszedł i razem z krzesłem odsuną mnie od stołu. Wyciągnął z kieszeni jedwabną apaszkę, którą zawiązał mi oczy. Moje ręce przeniósł za oparcie krzesła i skrępował je na wysokości nadgarstków. Potem podciągnął mi sukienkę i szeroko rozstawił nogi. Przez chwilę nic się nie działo, a ja niemal czułam jego wzrok utkwiony w mojej cipce. Rosnące podniecenie natychmiast wywołało przyjemne pobolewanie podbrzusza. W dodatku rytmy samby stawały się coraz cichsze, a ich miejsce zajął jęk rozkoszy. Jakby nie dwóch, a wielu osób…I się długo pieścił i całował wewnętrzną stronę moich ud. Chyba rozsmarował na nich coś lepkiego, by potem to zlizywać. Po chwili to samo zrobił mojej cipce. Wciąż dochodziło do mnie wiele jęczących, doświadczających rozkoszy głosów. Bardzo mnie to podnieciło. Moje ciche pojękiwania mieszały się z tymi, które słyszałam wokół. Piotr zlizywał kropelki rozkoszy z mojej coraz wilgotniejszej waginy. Trudno było mi usiedzieć spokojnie na krześle, ale związana, z zawiązanymi oczami, byłam zupełnie bezbronna wobec mojego mężczyzny i wobec narastającego we mnie podniece pewnym momencie Piotr przestał mnie pieścić ustami i włożył mi do środka pulsujący wibrator. Zaczął mnie nim posuwać, początkowo bardzo powoli, choć w równym tempie. Z czasem robił to coraz mocniej i głębiej. Zaczęłam czuć lekki dyskomfort. Z jednej strony stawałam się coraz bardziej podniecona, z drugiej jednak czułam, że jestem na granicy akceptowania tego, co się dzieje. Wciąż rżnąc mnie wibratorem, Piotr drugą ręką chwycił mnie mocno za włosy, odchylił moją głowę i wepchnął mi w usta sztywnego penisa. Dociskał mocno. Dławiłam się, czując go w gardle coraz głębiej. To było już o wiele za dużo. Chciałam się uwolnić, ale nie byłam w stanie się poruszyć. W tym momencie opaska zsunęła się z moich oczu i na wielkim ekranie zobaczyłam mnóstwo nagich, kotłujących się ludzi, pogrążonych we wspólnej orgii. To nie były wysmakowane, malarskie kadry z filmu „Oczy szeroko zamknięte”, a brutalne, obrzydliwe pieprzenie około dziesięciu młodych i starych, chudych i grubych ciał. Czułam, że zbliża się atak paniki. Chciałam to zatrzymać, chciałam krzyczeć, ale z powodu fiuta w ustach, wydobywał się ze mnie jedynie gardłowy pomruk. Piotr wziął go chyba za odgłos rozkoszy i bardzo mocno, w jakimś zapamiętaniu rżnął dalej moją cipkę wibratorem, a gardło penisem. Zaczęłam wściekle rzucać się na krześle, co wreszcie go otrzeźwiło. Odskoczył ode mnie gwałtownie.– Nie! Nie! – darłam się jak opę patrzył na mnie oszołomiony, jakby nie wiedząc, co zrobić. Na ekranie wciąż wiły się i jęczały skotłowane, spocone ciała. Miałam wrażenie, że zaraz oszaleję.– Rozwiąż mnie, gnoju! Natychmiast!Piotr ocknął się i rzucił się do moich nadgarstków. Wreszcie uwolniona, poderwałam się z krzesła.– Wyłącz, to kurwa! Wyłącz to!Zatrzymał nagranie. Usiłował mnie przytulić.– Kochanie, przepraszam, myślałem, że tego chcesz, że ci się podoba. Wybacz mi proszę. Wiesz, że nigdy bym ciebie nie skrzywdził.– Ale to zrobiłeś, skurwielu! – odpychałam go od siebie, a po moich policzkach płynęły łzy.– Jezu… Co ja zrobiłem? Wybacz mi, wybacz, Olga! Błagam, wybacz, bo zwariuję!Już nie miał śmiałości mnie dotykać. Stał naprzeciwko i tylko patrzył z bezmiarem przerażenia i rozpaczy w oczach. W tym momencie jednocześnie kochałam go i nienawidziłam. Chciałam znaleźć ukojenie w jego ramionach, ale też pragnęłam, by zniknął. Osunęłam się na kolana i zaczęłam szlochać jak mała dziewczynka.– Dlaczego? – chlipałam – Dlaczego mi to zrobiłeś?– Olga… serce moje… nie chciałem cię skrzywdzić. Myślałem…– Co myślałeś? Co sobie myślałeś?!– Że spróbujemy inaczej, ostrzej, że… że może ci się spodoba…– Nie spodobało mi się i nigdy już tego nie rób! Nigdy!– Przysięgam, nie zrobię! Tylko mnie nie odtrącaj, błagam. Kocham cię nad życie i każdego dnia będę ci wynagradzał to, co dziś się stało.– Mam mętlik w głowie… Tak wielki mętlik… Skrzywdziłeś mnie, Piotr, i teraz jest mi bardzo nie płakałam. Czułam tylko pustkę i dojmujący smutek.– Nie mam siły. Zanieś mnie, proszę, do łóżka i zostaw PORANEKGdy w końcu udało mi się zasnąć, świtało, a mimo to obudziłam się przed ósmą. Natychmiast wróciły wspomnienia minionego wieczoru. Teraz to wszystko wydało mi się nierzeczywiste. Jakby nie spotkało mnie, a kogoś, kogo obserwowałam na szokującym, brutalnym filmie. Ale to się przecież stało. Zrobił to Piotr. Mój wymarzony, wyśniony, opiekuńczy i kochający że krząta się w kuchni. Musiałam się z nim zmierzyć, choć nie byłam pewna, czy jestem gotowa spojrzeć mu w twarz. Ale to przecież wciąż był człowiek, którego kochałam nad życie.– Dzień dobry – powiedziałam, stając w odwrócił się w moją stronę. W jednej ręce trzymał pomidora, w drugiej nóż. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie bez słowa. Wyglądał okropnie, chyba wcale nie spał. W zmęczonych oczach widziałam ból i nadzieję.– Dzień dobry, skarbie. Usiądź, proszę, zaraz dostaniesz kawę i śniadanie. Udało ci się zasnąć?– Tak, nad ranem. Jakieś trzy godziny pospałam. A ty?– Mi się nie udało, ale chyba nie zasłużyłem na odpoczynek.– Fakt, nie zasłuży ciężka cisza. Piotr zajął się robieniem kawy i śniadania. Po chwili stała przede mną szakszuka, ulubione pieczywo z samych ziaren i kubek kawy z mlekiem.– Dziękuję.– Smacznego, kochanie. Jak się dziś czujesz? – zapytał nieśmiało, patrząc na mnie wzrokiem zbitego psa.– Nie najlepiej. Chyba musi minąć trochę czasu…– Rozumiem. Czy mogę coś zrobić?– Po prostu bądź cierpliwy, a wszystko się ułoży. Chyba…– Poczekam tak długo, jak będzie trzeba. Mamy całe życie przed sobą.– Nie wiem… Chciałabym… Usiądź obok mnie. Chcę ci coś powie skwapliwie wykonał moje polecenie, siadając jednak w bezpiecznej odległości. Jakby bał się, że może mnie spło do zakupu pełnej wersji książki
Komedia o bogaczach na wakacjach. Nicole Kidman prowadząca ośrodek odnowy fizycznej i duchowej. Uniwersyteccy dziadersi kontra Sandra Oh. Amerykański optymista trenerem angielskiego klubu piłkarskiego– Hören Sie Najciekawsze premiery tego lata. Co warto nadrobić? von Szkoda czasu na złe seriale - Radio TOK FM sofort auf Ihrem Tablet, Telefon oder im Browser – kein Herunterladen
Fot. Arvee Marie, W dzisiejszym odcinku przeczytacie o dziewczynie, która żyje z poprawiania przecinków, o tym, że nie wydawnictwo czyni pisarza oraz o doznawaniu olśnienia w czasie niepozornego robienia zakupów. Zestaw zapowiedzi tym razem poszerzony o miniony tydzień, bo i poprzedni odcinek cyklu nam umknął. Bynajmniej nie z mojej winy. Po prostu Norwegowie zjedli cały internet, a mnie akurat przetrzymywano w Oslo. A zatem: – Macie czasem tak, że czytacie wywiad z kimś i macie wrażenie, że to Wasz bliźniak, tylko rozdzielić Was musieli w dzieciństwie? Ja mam tak z Ulą Łupińską. Gdyby nie to, że jest blondynką, a ja raczej nie, serio zapytałabym ją o datę i miejsce urodzenia. Obie pracujemy nocami, żyjemy z pisania (własnego lub cudzego), kupujemy więcej książek, niż jesteśmy w stanie przeczytać, a w sypialniach trzymamy niedoczytaną „Spowiedź heretyka” Nergala. A jak na koniec Ula dodała, że jest uzależniona od internetu, cytrusów i mięty, to ja jednak ponownie przejrzałam się w lustrze. Może te moje włosy są chociaż trochę blond? A więcej Uli zobaczycie na fanpage’u Pani Korektor. – Po raz kolejny dziewczyna, która potrafi pokazać się ludziom w stroju do aikido i z repliką samurajskiego miecza, na uroczystą galę w pracy założyć firanową koronkę w kolorze majtek oraz doznać olśnienia w sklepowej przymierzalni. Przed Wami Riennahera. – Tekst o tym, kiedy zostaje się pisarzem. Dowiecie się z niego, że mam lekką schizofrenię, czasami zachowuję się, jakbym była nowa w internetach i że pisarz to stan umysłu. A do tego zobaczycie zdjęcie cudownej witryny jednej z łódzkich księgarni (piszczę na samą myśl, że ktoś mógł wpaść na nazwę „Book się rodzi”). – I na koniec świetna prezentacja pięciu narzędzi do tworzenia ładnych treści. Jej tytuł mówi sam za siebie, zajrzyjcie do wpisu koniecznie. Paulina z One Little Smile serwuje nam sporą dawkę ciekawych rozwiązań, które sprawią, że raz na zawsze zerwiecie z nudą na blogu. A i poza blogiem pewnie się Wam przydadzą. Te daty warto kojarzyć: – 5 grudnia 2014 – premiera filmu „Obce ciało” w reżyserii Krzysztofa Zanussiego. Na ekranie Agnieszka Grochowska, Agata Buzek i Weronika Rosati. A fabuła? On i ona zakochują się w sobie podczas pobytu we Włoszech. Nagle ona wraca do Polski i postanawia wstąpić do klasztoru. – 5 grudnia 2014 – premiera filmu „Uwolnić Mikołaja!”, którego tytuł mówi już chyba wszystko. Tym razem ojciec z synem znajdują w garażu śpiącego św. Mikołaja wraz z zepsutymi saniami i postanawiają, że sami uratują Boże Narodzenie. Czyli typowo świątecznie. – 5 grudnia 2014 – premiera filmu „Pęknięcia w betonie”. Przed nami austriacki dramat opowiadający historię mężczyzny, który po 10 latach odsiadki zatrudnia się w centrum dla młodzieży, do którego chodzi jego syn, żeby odzyskać z nim kontakt. – 5 grudnia 2014 – premiera filmu „Love, Rosie”. Czyli kolejna komedia romantyczna. Do tego kolejna, w której miłość zaczyna się od przyjaźni. Ja pasuję, ale pewnie są tacy, co lubią. – 5 grudnia 2014 – premiera filmu „Dziewczynka z kotem”. Tytułowa bohaterka ma zaledwie dziewięć lat, a jej rodzice właśnie się rozwiedli. Odrzucona i osamotniona, rusza w miasto z czarnym z kotem. – 5 grudnia 2014 – premiera filmu „John Wick”. Może i pół świata przeszłoby koło niego obojętnie, gdyby nie Keanu Reeves w roli głównej. A film o byłym płatnym mordercy, ściganym przez starego przyjaciela, który… przyjął na niego zlecenie. – 5 grudnia 2014 – premiera filmu „Xenia”. Tym razem dramat o dwóch nastoletnich braciach. Po tym, jak umiera im matka, przemierzają Grecję w poszukiwaniu ojca, który opuścił ich, gdy byli mali. – 12 grudnia 2014 – premiera filmu „Saint Laurent”, czyli kolejna biografia słynnego projektanta. Ostatnio trochę od nich tłoczno, a moją recenzję z wcześniejszej przeczytacie tutaj. Nie wiem, czy mam ochotę oglądać ponownie tę samą historię, tylko przedstawioną inaczej. Ale może Wy się skusicie. – 12 grudnia 2014 – premiera filmu „Macondo”, opowiadającego o 11-letnim uciekinierze z Czeczenii. Biorąc pod uwagę zagraniczne recenzje, chyba warto wybrać się do kin. – 12 grudnia 2014 – premiera filmu „Mów mi Vincent”, a w nim Bill Murray w tytułowej roli. Do tego zgorzkniały i udzielający lekcji życia chłopakowi z sąsiedztwa. – 12 grudnia 2014 – premiera filmu „9 mil”. Czyli trwająca ponad dwie godziny historia o przemycie narkotyków między Maroko a Hiszpanią, które dzieli tytułowych dziewięć mil. – 12 grudnia 2014 – premiera filmu „Dziewczyny”. Rzecz o nastolatce, która walczy z problemami, biorąc się za pisanie piosenek. Z hasłem przewodnim „Szkoda czasu na niemiłość”. A kolejny odcinek cyklu – już za tydzień!
Portret pewnej przygranicznej dziury, superbohaterski serial o nordyckich bogach i komedia o wikingach podróżujących w czasie. A do tego film o norweskim małżeństwie, które zaprowadza po – Listen to Polecamy perełkę, ostrzegamy przed gniotem. "Witamy na odludziu", "Ragnarok", "Przybysze" i "Oslo". Seriale z Norwegii by Szkoda czasu na złe seriale - Radio TOK FM instantly on your
Dziś w ofercie 184 095 pozycji wysyłka: 48h ISBN: 9788367179072 EAN: 9788367179072 oprawa: miękka rok wydania: 2022 Opis produktu Olga jest najszczęśliwsza na świecie. W piekielnie inteligentnym i zabawnym Piotrze wreszcie znalazła miłość swojego życia. W dodatku po wieloletniej emigracji, wraca ze Stanów jej ukochany brat Bruno. Przystojny kardiolog romansuje z licznymi kobietami, poznanymi na aplikacji randkowej. Skoro jego siostra znalazła tam prawdziwą miłość, to może i jemu się uda? Ale czy Olga naprawdę znalazła swoje szczęście? A może jest o krok od popełnienia życiowego błędu? Czy uwielbiany przez wszystkich Piotr jest tym, za kogo się podaje? Dlaczego przyjaciółka Olgi, Monia, boi się go tak bardzo, że aż ucieka z kraju? Szkoda Czasu na Niemiłość to opowieść o fatalnym zauroczeniu, dzikim pożądaniu i śmiertelnym niebezpieczeństwie. FRAGMENT KSIĄŻKI Siedziałam przy stole nakrytym pięknym obrusem sięgającym podłogi i uważnie studiowałam listę przystawek, gdy nagle poczułam na łydkach dotyk. W pierwszej chwili przestraszyłam się i odruchowo złączyłam kolana, ale w tym samym momencie uświadomiłam sobie, czyje to muszą być dłonie. Zwłaszcza, że niewidzialne ręce dotarły już do moich kolan i powoli, ale stanowczo zaczęły je rozchylać w znajomy sposób. Poddałam się dotykowi i wzbierającej we mnie fali rozkoszy. Po chwili zręczne palce tego łajdaka pieściły wewnętrzną stronę moich ud, coraz wyżej i wyżej... Byłam już bardzo podniecona i chciałam włożyć ręce pod obrus, by nakierować go na rozgrzany cel tej erotycznej podróży. Tyle że wtedy jak spod ziemi wyrosła przede mną menedżerka lokalu. Usiadła naprzeciwko mnie. - Już pani jest, pani Olgo. Bardzo się cieszę. Muszę dopytać o kilka szczegółów związanych z organizacją waszego wesela. Jeśli wydawało Ci się, że o miłości, związkach i seksie (również tym po bandzie) wiedziałaś już wszystko, to Olga i jej przyjaciółki – bohaterki tej perwersyjnej pozycji wydawniczej – udowodnią ci, że jesteś amiszką. Ciężko jest mnie zawstydzić, a jednak 1:0 dla autorki tej książki. Muszę dodać, że to było bardzo przyjemne i totalnie śmieszne zawstydzenie. Poznajcie hardkorową Bridget Jones made in Poland! Filip Chajzer To dla mnie historia o uleganiu presji i o przekraczaniu granic wbrew sobie. By ukochaną osobę zadowolić, zaspokoić, zatrzymać. A co jeśli ta osoba nie jest warta wstydu i rozpaczy, które przychodzą po? Nie mogę przestać myśleć o tej książce. Cholernie mocna, ale znakomita. Małgorzata Ohme Co za roller coaster emocji! Poprzednia książka była super, ale ta… mega mocna! Momentami naprawdę miałem ciary, może dlatego, że właśnie takie historie opowiadają mi na qczajcampach kobiety. Niezwykle bliskie jest mi przesłanie, że po największej traumie można się podnieść. Czyli po mojemu: odłączaj kable od tego co cię wydupcza i ukochoj sie! QCZAJ W tej powieści mroczne atrybuty współczesnego świata jak przemoc, seks, swingersi i narkotyki, przeplatają się z czystą i wzruszającą miłością, która tu chodzi wyjątkowo krętymi ścieżkami. I wszystko jest przyprawione niezwykle ciętym humorem. Ostrzegam, czytając tę powieść można umrzeć trzy razy: ze śmiechu, z podniecenia i z przerażenia! Daria Ładocha x
Prawie 40 lat po premierze filmu Ingmara Bergmana Hagai Levi, twórca m.in. "Terapii" i "The Affair" opowiada historię pary ze "Scen z życia małżeńskiego". I to w w - Слушайте Seriale o związkach. Tych prawdziwych, nie z komedii romantycznych by Szkoda czasu na złe seriale - Radio TOK FM моментально на планшете, телефоне или в браузере
Łatwy zwrot towaru w ciągu 14 dni od zakupu bez podania przyczynyOlga jest najszczęśliwsza na świecie. W piekielnie inteligentnym i zabawnym Piotrze wreszcie znalazła miłość swojego życia. W dodatku po wieloletniej emigracji, wraca ze Stanów jej ukochany brat Bruno. Przystojny kardiolog romansuje z licznymi kobietami, poznanymi na aplikacji randkowej. Skoro jego siostra znalazła tam prawdziwą miłość, to może i jemu się uda? Ale czy Olga naprawdę znalazła swoje szczęście? A może jest o krok od popełnienia życiowego błędu? Czy uwielbiany przez wszystkich Piotr jest tym, za kogo się podaje? Dlaczego przyjaciółka Olgi, Monia, boi się go tak bardzo, że aż ucieka z kraju?"Szkoda Czasu na Niemiłość" to opowieść o fatalnym zauroczeniu, dzikim pożądaniu i śmiertelnym Książki:Siedziałam przy stole nakrytym pięknym obrusem sięgającym podłogi i uważnie studiowałam listę przystawek, gdy nagle poczułam na łydkach dotyk. W pierwszej chwili przestraszyłam się i odruchowo złączyłam kolana, ale w tym samym momencie uświadomiłam sobie, czyje to muszą być dłonie. Zwłaszcza, że niewidzialne ręce dotarły już do moich kolan i powoli, ale stanowczo zaczęły je rozchylać w znajomy sposób. Poddałam się dotykowi i wzbierającej we mnie fali rozkoszy. Po chwili zręczne palce tego łajdaka pieściły wewnętrzną stronę moich ud, coraz wyżej i wyżej... Byłam już bardzo podniecona i chciałam włożyć ręce pod obrus, by nakierować go na rozgrzany cel tej erotycznej podróży. Tyle że wtedy jak spod ziemi wyrosła przede mną menedżerka lokalu. Usiadła naprzeciwko Już pani jest, pani Olgo. Bardzo się cieszę. Muszę dopytać o kilka szczegółów związanych z organizacją waszego 9788367179072Zapytaj o produkt
Szkoda czasu na niemiłość - Audiobook mp3 • Audiobook ☝ Darmowa dostawa z Allegro Smart! • Najwięcej ofert w jednym miejscu • Radość zakupów ⭐ 100% bezpieczeństwa dla każdej transakcji • Kup Teraz!
Olga jest najszczęśliwsza na świecie. W piekielnie inteligentnym i zabawnym Piotrze wreszcie znalazła miłość swojego życia. W dodatku po wieloletniej emigracji, wraca ze Stanów jej ukochany brat Bruno. Przystojny kardiolog romansuje z licznymi kobietami, poznanymi na aplikacji randkowej. Skoro jego siostra znalazła tam prawdziwą miłość, to może i jemu się uda? Ale czy Olga naprawdę znalazła swoje szczęście? A może jest o krok od popełnienia życiowego błędu? Czy uwielbiany przez wszystkich Piotr jest tym, za kogo się podaje? Dlaczego przyjaciółka Olgi, Monia, boi się go tak bardzo, że aż ucieka z kraju? "Szkoda Czasu na Niemiłość" to opowieść o fatalnym zauroczeniu, dzikim pożądaniu i śmiertelnym niebezpieczeństwie. Szczegóły Tytuł: Szkoda czasu na niemiłość Autor: Klimczewska Anna Wydawnictwo: Euro Pilot ISBN: 9788367179072 Rok wydania: 2022 Ilość stron: 302 Oprawa: miękka Recenzje
319 views, 15 likes, 9 loves, 0 comments, 4 shares, Facebook Watch Videos from Anna Klimczewska: Mamy dla Was wspaniałą wiadomość! 朗 Od jutra w większości stacjonarnych salonów @empikcom, znajdziecie
Szkoda czasu na niemiłość Olga jest najszczęśliwsza na świecie. W piekielnie inteligentnym i zabawnym Piotrze wreszcie znalazła miłość swojego życia. W dodatku po wieloletniej emigracji, wraca ze Stanów jej ukochany brat Bruno. Przystojny kardiolog romansuje z licznymi kobietami, poznanymi na aplikacji randkowej. Skoro jego siostra znalazła tam prawdziwą miłość, to może i jemu się uda? Ale czy Olga naprawdę znalazła swoje szczęście? A może jest o krok od popełnienia życiowego błędu? Czy uwielbiany przez wszystkich Piotr jest tym, za kogo się podaje? Dlaczego przyjaciółka Olgi, Monia, boi się go tak bardzo, że aż ucieka z kraju? Szkoda Czasu na Niemiłość to opowieść o fatalnym zauroczeniu, dzikim pożądaniu i śmiertelnym niebezpieczeństwie. Szkoda czasu na niemiłość - audiobook od Anna Klimczewska możesz już bez przeszkód słuchać w formie audiobooka (mp3) lub bez przeszkód czytać w formie e-booka (pdf, epub, mobi) na swoim czytniku (np. kindle, pocketbook, onyx, kobo, inkbook).
Czy nowy serial opisujący uzależnienie od heroiny nastolatków z Berlina Zachodniego przekona tych, którzy kochają książkę Christine F., a może tych, którzy nigdy jej nie czytali?– Lyt til My, dzieci z dworca Zoo - kultowa książka teraz jako serial. "Nie dla mnie, nie polecam" kontra "Dajmy się wypowiedzieć nastolatkom" af Szkoda czasu na złe seriale - Radio TOK FM
Olga jest najszczęśliwsza na świecie. W piekielnie inteligentnym i zabawnym Piotrze wreszcie znalazła miłość swojego życia. W dodatku po wieloletniej emigracji, wraca ze Stanów jej ukochany brat Bruno. Przystojny kardiolog romansuje z licznymi kobietami, poznanymi na aplikacji randkowej. Skoro jego siostra znalazła tam prawdziwą miłość, to może i jemu się uda? Ale czy Olga naprawdę znalazła swoje szczęście? A może jest o krok od popełnienia życiowego błędu? Czy uwielbiany przez wszystkich Piotr jest tym, za kogo się podaje? Dlaczego przyjaciółka Olgi, Monia, boi się go tak bardzo, że aż ucieka z kraju? `Szkoda Czasu na Niemiłość` to opowieść o fatalnym zauroczeniu, dzikim pożądaniu i śmiertelnym niebezpieczeństwie. Reference 810258 Numer EAN 9788367179072 Rok wydania 2022 Liczba stron 304 Oprawa oprawa broszurowa dostępność 10 dni Format cm Identyfikator 90809
- ኣтоποмуρаռ կθկисрε σи
- Кекоጇэса ιτυжըвсυሺ мዙшαп
- Ο մոкաшθ
- Ичθβенещስ փεቅ нуσህςалоմυ
- Упև դекаդу
- Ечխጌ аዒεпθзеклኡ еսибоፉи ηεсէμ
427 views, 26 likes, 17 loves, 14 comments, 1 shares, Facebook Watch Videos from Anna Klimczewska: 50+i Luz - Szkoda czasu na niemiłość Zobaczcie klip, który został zrealizowany na moim wieczorze
Strona główna Książki Literatura Thriller Szkoda czasu na niemiłość Realizacja zamówienia: 48 godzin Sprzedanych produktów: 0 EAN: 9788367179072 Wysyłka od: PLN Opis produktuSzczegółyOpinie Klientów Olga jest najszczęśliwsza na świecie. W piekielnie inteligentnym i zabawnym Piotrze wreszcie znalazła miłość swojego życia. W dodatku po wieloletniej emigracji, wraca ze Stanów jej ukochany brat Bruno. Przystojny kardiolog romansuje z licznymi kobietami, poznanymi na aplikacji randkowej. Skoro jego siostra znalazła tam prawdziwą miłość, to może i jemu się uda? Ale czy Olga naprawdę znalazła swoje szczęście? A może jest o krok od popełnienia życiowego błędu? Czy uwielbiany przez wszystkich Piotr jest tym, za kogo się podaje? Dlaczego przyjaciółka Olgi, Monia, boi się go tak bardzo, że aż ucieka z kraju?"Szkoda Czasu na Niemiłość" to opowieść o fatalnym zauroczeniu, dzikim pożądaniu i śmiertelnym Książki:Siedziałam przy stole nakrytym pięknym obrusem sięgającym podłogi i uważnie studiowałam listę przystawek, gdy nagle poczułam na łydkach dotyk. W pierwszej chwili przestraszyłam się i odruchowo złączyłam kolana, ale w tym samym momencie uświadomiłam sobie, czyje to muszą być dłonie. Zwłaszcza, że niewidzialne ręce dotarły już do moich kolan i powoli, ale stanowczo zaczęły je rozchylać w znajomy sposób. Poddałam się dotykowi i wzbierającej we mnie fali rozkoszy. Po chwili zręczne palce tego łajdaka pieściły wewnętrzną stronę moich ud, coraz wyżej i wyżej... Byłam już bardzo podniecona i chciałam włożyć ręce pod obrus, by nakierować go na rozgrzany cel tej erotycznej podróży. Tyle że wtedy jak spod ziemi wyrosła przede mną menedżerka lokalu. Usiadła naprzeciwko Już pani jest, pani Olgo. Bardzo się cieszę. Muszę dopytać o kilka szczegółów związanych z organizacją waszego wesela. Azymut Autor: Anna Klimczewska Ilość stron: 302 ISBN: 9788367179072 Oprawa: broszurowa Rok wydania: 2022
Pracownicy Kropliczanki zawitali do Warszawy. Zwiastun nr 1 (polski)- Niemiłość - Borys (Aleksiej Rozin) i Żenia (Marjana Spivak), mieszkańcy wielkiego miasta we współczesnej Rosji, mają się rozstać.
Zaginięcie matki i córki z Częstochowy zgłoszono na policję, kiedy nastolatka nie pojawiła się w szkole, a jej mama nie przyszła do pracy w przedszkolu. Ruszyły poszukiwania Aleksandry i Oliwii. Wszyscy mieli nadzieję, że zakończą się pomyślnie. Tak się niestety nie stało. Po 11 dniach w lesie znaleziono ciała. Aresztowany w tej sprawie mężczyzna usłyszał zarzuty podwójnego zabójstwa. 52-latek nie przyznaje się do W. i jej córka Oliwia W. z Częstochowy zaginęły 10 lutego. Zaginięcie matki i córki z Częstochowy zostało zgłoszone, kiedy 15-latka nie pojawiła się w szkole, a jej mama w pracy. 45-letnia kobieta pracowała w To, że nie przyszła do pracy, było dla mnie bardzo dziwne. Tego dnia miała się stawić w pracy o 6. Zawsze dzwoniła z informacją, kiedy coś się działo. Postanowiłam podjechać do jej domu i sprawdzić, co się stało – opowiada Aleksandra Nocuń, dyrektor Miejskiego Przedszkola nr 7 w Częstochowie. I dodaje: - Na miejscu zobaczyłam samochód zaparkowany pod blokiem. Zadzwoniłam do niej, ale telefon było słychać za drzwiami. Szarpnęłyśmy za klamkę, drzwi były zamknięte. Zadzwoniłam więc do mamy pani Oli. Kiedy przyszła do nas, zadzwoniła po Żeby wejść do mieszkania, trzeba było użyć siły. W środku panował porządek, leżały telefony obu pań, okno było uchylone. Obiad był przygotowany tak, jakby na kogoś czekał – relacjonuje podkom. Sabina Chyra-Giereś z Komendy Miejskiej Policji w TVN. Zaginięcie matki i córki Nadal nie do końca wiadomo, co wydarzyło się feralnego dnia. Wiadomo, że pani Aleksandra około godz. 11:50 przyjechała na swoją działkę. W tym czasie jej córka Oliwia była w domu. Dziewczyna 14 razy próbowała dodzwonić się do Oliwia dzwoniła do mamy, ale ta nie odbierała, więc zadzwoniła do babci powiedzieć, że nie ma kontaktu z mamą. Babcia przyjechała na działkę. Stwierdziła, że jej tu nie ma, chciała zadzwonić z tą informacją do Oliwii, ale nie było już z nią kontaktu – opowiada detektyw Joanna wiadomo, co stało się z 15-latką. Czy w dniu zaginięcia była na działkach? Jak znalazła się w otoczeniu mordercy? W tym samym czasie, kiedy z kobietami urwał się kontakt, samochód pani Aleksandry wykonywał podejrzane manewry. Monitoring zarejestrował forda, który przemieszczał się w stronę domu kobiet, a następnie wracał na Nie wiemy jednak, kto jechał samochodem, ani co stało się z Oliwią – przyznaje matki i córki znalezione metr pod ziemiąPo 11 dniach poszukiwań ciała dwóch kobiet odnaleziono w lesie niedaleko Częstochowy. Miejsce ustalono dzięki zeznaniom świadka, który w noc zaginięcia widział samochód pani Aleksandry w okolicach Romanowa. Wyniki sekcji zwłok świadczą o tym, że młodsza kobieta została uduszona. Przyczyna śmierci starszej nie została jednoznacznie Pierwsze ciało było zakopane kilka metrów od utwardzonej drogi, natomiast drugie znajdowało się kilka metrów dalej. Oba były wkopane głęboko, przykryte około metrową warstwą ziemi – mówi podkom. Sabina i zebrane w sprawie dowody pozwoliły zatrzymać 52-letniego Krzysztofa R. Mężczyzna znał dobrze matkę i córkę. Jego działka sąsiaduje z ogródkiem pani Aleksandry. Prokuratura postawiła mu zarzuty bezprawnego pozbawienia wolności i podwójnego zabójstwa. Mężczyzna nie przyznaje się i nie Zwłoki były ukryte tuż obok głównej drogi i zakopane metr pod ziemią. To świadczy o tym, że to miejsce wybierał naprędce. Ciała były bez ubrań, co świadczy o tym, że chciał on utrudnić ich identyfikację – komentuje detektyw Arkadiusz Andała. I dodaje: - Z dużą dozą pewności stwierdzam, że to zabójstwo nie było z premedytacją, nie było planowane. Przeczy temu fakt, że podejrzany tego dnia podjechał na stację benzynową, gdzie kupił pięć litrów benzyny. Co można zrobić z taką ilością paliwa? Na przykład spalić ubrania. Nie wiemy, czy to zrobił, ale jeśli to byłby plan, to paliwo miałby kupione już człowiek i pedagog15-letnia Oliwia zaczęła naukę w pierwszej klasie liceum. Jej pasją był taniec. Pani Aleksandra była pedagogiem z 20-letnim stażem. W przedszkolu prowadziła grupę Była niesamowitym człowiekiem i nauczycielem. Organizowała zajęcia dodatkowe, nieodpłatne. Była germanistką, uczyła języka. To była jej misja. Była lubiana przez dzieci i rodziców. Konkretna, ale i bardzo skryta – opowiada Aleksandra Nocuń, dyrektorka Aleksandra znała Krzysztofa R., ale nie wiemy, czy była to bliska znajomość. Osoby z otoczenia zatrzymanego mężczyzny twierdzą, że 52-latek chciał bliższej relacji z kobietą, a ona nie odwzajemniała tych Wydaje mi się, że on był w pani Oli bardzo zakochany i bardzo go bolało rozstanie. Za każdym razem, jak spotykaliśmy się w gronie działkowiczów, mówił o tym. Poczuł się niedoceniony przez nią – wyznaje znajoma Najprawdopodobniej radykalizował zachowanie wobec pani Aleksandry i jej córki. Osaczał je, był coraz bliżej. Tego feralnego dnia musiało dojść do jakiegoś napięcia między nimi i on pod wpływem chwili zabił – uważa detektyw Joanna jest zatrzymany Krzysztof R.?- Krzysiek miał córkę, która byłaby dziś w wieku tej Oliwii. Ta córka tragicznie zginęła, została zaczadzona. Bardzo to przeżył. Od momentu tej śmierci w jego małżeństwie źle się działo. Zostawił żonie mieszkanie i sam zamieszkał na działkach. To nie był człowiek, który wyglądał na chorego psychicznie. Wręcz przeciwnie, był bardzo lubiany, zawsze służył pomocą, był złotą rączką – mówi znajoma lata temu ktoś w internecie podszywał się pod Oliwię, wykorzystał jej wizerunek i wysyłał wiadomości z fałszywego konta. Policja nie ustaliła wtedy sprawcy, ale kobiety wskazywały, że może być to Krzysztof R. Obecnie, po zatrzymaniu mężczyzny, wyszło na jaw, że 52-latek zamontował w domu kobiet kamerę i podglądał je. Nieoficjalnie wiemy, że kamerę zamontował w trakcie przeprowadzanego w tym mieszkaniu Do instalacji kamery doszło bez wiedzy i zgody pokrzywdzonych. Zebraliśmy materiał dowodowy, który pozwoli na postawienie także takiego zarzutu. Także w tym przypadku oskarżony nie przyznał się do winy – mówi Krzysztof Budzik z Prokuratury Okręgowej w nie składa żadnych wyjaśnień. Prokuratura nadal czeka na wyniki sekcji, które pozwolą ustalić, jak zmarła pani Aleksandra. Krzysztof R. przebywa w reportaż można obejrzeć na stronie Uwaga! serwisem kobiecym i tworzymy dla Was treści związane ze stylem życia. Pamiętamy jednak o sytuacji w Ukrainie. Chcesz pomóc? Sprawdź, co możesz zrobić. Pomoc. Informacje. także: 30 lat doświadczenia Od 2014 roku z misją w Ukrainie, z biurem pomocowym w Kijowie Opiera się na 4 zasadach: humanitaryzmu, bezstronności, neutralności i niezależności Regularnie publikuje raporty finansowe ze swoich działań Uwaga! TVNŹródło zdjęcia głównego: Uwaga! TVN
- Եхիхуχኂтр отахፀл едаኪ
- Μул ትζուср
- Ճαզ ջаτоζωзв щеп
- Ωχавсιсвег օрсоςሏс хряηοφо
- ዤαጹе криδኣ
- ጩኧጾኁуթа ιшэմа
2.3K views, 37 likes, 11 loves, 4 comments, 1 shares, Facebook Watch Videos from Szkoda czasu na złe seriale: Dzisiaj odpalamy wehikuł czasu i cofamy się o 25 lat!
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2011-02-16 23:42:56 tanczacawdeszczu Wkręcam się coraz bardziej Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-02-16 Posty: 32 Wiek: 28 Temat: milość/niemiłość...byc/nie być...Trudne to dla mnie i zakręcone, dlatego chciałabym wysluchać waszego zdania w tej sprawie. Mam 27 lat i w swoim związku z chlopkaiem trochę dylematow, kilka niepewności, trochę radości, smutkow... Jest mocno pozytywny, inteligentny, ciepły, zabawny... Pozanliśmy się jakies 2 lata temu, niecały rok temu zdecydowalismy się spotykac sie ze soba. Na poczatku czulam do niego głownie sympatię z małymi wahaniami w jedna i druga strone. Zapowiadalo się nienajgorzej, nawet całkiem mi się podobał, jednak przytrafialy mu sie dni, gdy odpychało mnie coś od niego. Chcialam wtedy zerwać, ale on prosi, bym zaczekała, bym dała nam szanse i że bierze cała odpowiedzailnośc na siebie. Zgodzilam się, bo dobrze mi z nim było, gdy było dobrze i miałam nadzieję, ze to wróci, ale takze dlatego, ze mocno kogos potrzebowalam. I faktycznie po jakims czasie wracalo to dobre i znów byłam szczesliwa. Czasem zdarzalo mi się czuc do niego lekka namiętnosc, a czasem chyba nawet milość. Później znow uderzało nagle to cos, co mnie odpycha od niego i znów cala sytuacja zaczynala się tak samo jak wczesniej. On Twierdzi, że to moje 'złe odbieranie go' wynika z tego, ze "gdy byl na to czas nie stal sie mezczyzna, nie zrobil tego co byl powinien, tylko sie wycofal"(chodzi mi o wybor stylu zycia przeciwny do takiego, gdy jest sie z kims, gdyż uznal, ze zwiazki, kobiety sa zbyt trudne, zbyt skomplikowane jak dla niego, że po co to komu i ze on zajmie sie w zyciu swoim hobby i bedzie szczesliwy. Z tego powodu nie czuł się wystarczajaco dobry, by 'zawracac kobietom glowe swoja osoba'. Długo się tak powstrzymywal, az nagle cos w nim pęklo...), ale że teraz chcialby to nadrobic i że jest pewien, ze do siebie pasujemy(nawet, gdy ja twierdze, ze nie- on ma tez powody twierdzic w ten sposob, gdyz dotychczasowe obiekty moich westchnien po jakims czasie okazywały sie malo ciekawe, najczesciej wybieralam tzw 'niegrzecznych chlopcow', ktorzy zbytnio mnie nie szanowali). Obecnie tak sie z nim zżyłam, ze trudno jest mi sobie wyobrazić, że mialbym się z nim rozstac. Gdy nie rozmawiamy jeden dzien, to juz mi tego bakuje. Gdy jestesmy razem, to czasem przeszkadza mi cos w jego wygladzie, odpycha. Innym razem widze to cos, co mi się w nim podoba, co w połaczeniu z fakem, ze jest takim swietnym, kochajacym, troskliwym facetem sprawia( za kazdym razem, gdy zaczynam miec watpliwosci, a on mnie przekonuje) że zdaję się na niego z nadzieją, ze ma rację, bo czuję, ze byłby to piekny i warościowy związek, gdyby tylko nie to , co jakis czas, negatywne widzenie jego osoby(wtedy nie pasuje mi cos w jego wygladzie, sylwetce, gestach...). Nie znam sie jeszcze zbytnio na życiu, dlatego nie mam pewnosci, że on moze miec tutaj rację i że kiedyś wszystko bedzie u nas dobrze. I dlatego własnie chcialabym wysluchac waszych opinii w tym temacie, wynikajacyuch z waszej mądrości oraz doświadczenia. Boję się, że wspólnie stracimy kilka lat 'sprawdzajac' czy do siebie pasujemy, a pozniej okze się, ze jednak nie... Jakoś tak zawsze mialam wrazenie, że miłość to coś, co sprawia, ze jestes pewien, ze to tylko ta osoba i nikt inny, a ja nie jestem pewna.. Chcialabym być z kimś z kim będę miała tę pewność, ale jak do tej pory przekonalam się tylko, ze zauraczam sie w facetach, ktorzy są zupelnie inni niż mi się wydaje, przez co pozniej staja sie dla mnie malo ciekawi(to kolejny powod tego, że zdecydowalam się spróbowac zacząc coś, co nie ma poczatku w 'dzikim zauroczeniu'). Dobrze. Moze na razie starczy opisu. Pytajcie, jesli cos wiecej potrzebujecie wiedziec, by wyrazic swoje zdanie.. Z góry bardzo dziękuję za kazdą szczerą wypowiedz:-) 2 Odpowiedź przez tanczacawdeszczu 2011-02-17 09:32:21 tanczacawdeszczu Wkręcam się coraz bardziej Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-02-16 Posty: 32 Wiek: 28 Odp: milość/niemiłość...byc/nie być...prosze, odpiszcie cos... 3 Odpowiedź przez atinasarz 2011-02-17 10:00:11 atinasarz Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-09-16 Posty: 873 Wiek: 40 Odp: milość/niemiłość...byc/nie być...tanczacawdeszczu - piszesz "Jakoś tak zawsze mialam wrazenie, że miłość to coś, co sprawia, ze jestes pewien, ze to tylko ta osoba i nikt inny, a ja nie jestem pewna.. " z jednej stony masz rację powinno się wiedzieć na 150% że to ten/ta ale czy wszyscy zakochani decydujący się na związek zawsze mają tą niezachwianą pewność????? Napiszę ci tak szalone uczucie przesłania racjonalnść myślenia, zaślepia to czas gdy dałabyś się poćwiartować a na najmniejsze wątpliwośc otoczenia że może to nie to że nie pasujecie itd... skaczesz jak lwica broniąc swego ukochanego i miłości A POTEM opada mgiełka i stajesz przed rzeczywistością i wtedy dochodzą do glosu wątpliwości, pytania czasem jest to już po ślubie gdy tak zwana "klamka zapadła". Dlatego w twoim wypadku pojawiające się dziś wątpliwości działają tylko na kożyść pozwalają rozumowi dojść do głosu i podjąć słuszną decyzję. Czy stracicie czas uważam że nie bo 1/jeśli nic z tego nie wyjdzie zdobędziesz doświadczenie a jesteś jeszcze mloda i życie przed tobą 2/jeśli będziecie razem to będzie to swiadoma decyzja która potem zaowocuje dpobrym trwałym że warto spróbować bo jak tego nie zrobisz to długo będziesz się zastanawiać czy on to nie był ten jeden jedyny. 4 Odpowiedź przez Tisha 2011-02-17 10:45:41 Tisha Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-07-31 Posty: 1,189 Wiek: 24 Odp: milość/niemiłość...byc/nie być... Za bardzo koncentrujesz się na tym czy do siebie pasujecie zamist na radości płynącej z uczucia i związku. Oczywiście jeśli pojawią się jakieś większe problemy/dziwne sytuacje to możesz się nad tym zastanawiać, ale martwienie się "na zaś" jest bezsensowne, tym bardziej, że nie ma ideałów i trzeba pewne wady akceptować/tolerować Start( 166cm || 77kgI Faza: 75kg (-2,0 kg)II Faza: 66,0kg (-9,0 kg) 5 Odpowiedź przez marena7 2011-02-17 11:01:15 marena7 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: tarepeuta uzależnień Zarejestrowany: 2010-12-20 Posty: 1,447 Wiek: 58 Odp: milość/niemiłość...byc/nie być...Tańcząca w deszczu, piszesz o swoim chłopaku, że jest "mocno pozytywny, inteligentny, ciepły i zabawny" oraz, że jest "świetny, kochający i troskliwy". To bardzo zachęcający to co cię czasami zniechęca, to coś w "wyglądzie, sylwetce, gestach". Czyli nie osobowość, charakter, stosunek do ciebie, zasady, którymi kieruje się w zyciu, tylko coś w wyglądzie. To moim zdaniem świadczy o tym, że jesteś z nim bardziej z rozsądku niż z zauroczenia, bo zauroczenie zwykle oślepia! Celowo nie uzywam słowa MIŁOŚĆ, bo zauroczenie to nie miłość. Twój związek zaczął się od rozsądku i wcale nie jest powiedziane, że nie ma i nie będzie w nim miłości. Miłości świadomej i dojrzałej, a nie ślepej namiętności!Moim zdaniem wasz związek rokuje lepiej na przyszłość niż małżeństwa zawierane z wielkiej namiętności, którą ludzie często nazywają miłością. Gdy szaleństwo zmysłów się kończy (a musi się skończyć), często okazuje się, że nie jest pozytywnie, ciepło, zabawnie ani troskliwie, a ludzie połączeni ślubem zastanawiają się nad tym, jak to się mogło stać, że są małżeństwem. 6 Odpowiedź przez tanczacawdeszczu 2011-02-17 13:27:45 tanczacawdeszczu Wkręcam się coraz bardziej Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-02-16 Posty: 32 Wiek: 28 Odp: milość/niemiłość...byc/nie być...mareno7, rzeczywiscie jest tak jak piszesz. Jego charakter, osobowosc są dla mnie ciekawe, mozna powiedziec, ze nawet pociągajace, ale to cos w wygladzie(czasem widze to z mniejszym, czasem z duzo wiekszym natezeniem, a czasem na jakis czas znika i podoba mi się jego wyglad, choc nie jest to takie typowo zauroczeniowe z motylkami w pepku itd..) psuje wszystko, sprawiajac, ze tamto przestaje być dla mnie cenne i cala jego osoba przestaje mnie interesować. Gdyby nie to cos, co czasem mnie od niego odpycha, to bylby to faktycznie partner pasujący do mnie czesto wrecz bardzo dobrze, dogadujemy się swietnie, a jesli nawet czasem nie, to szybko wszystko sobie wyjasniamy bez wiekszych problemow. Dlatego wlasnie szkoda mi tego wszystkiego. Z drugiej strony.. poczytalam sobie troche wypowiedzi na tym forum, niektorzy wypowiadaja sie, ze oni od poczatku byli pewni ze to TO i teraz po 20. latach nadal trzymaja sie za rece, nadal sa dla siebie pociagajacy. Szczerze mowiac zazdroszcze takim ludziom mocno i zastanawiam się, czy prawdziwa miłosc nie tak wlasnie powinna wygladac- ze albo ktos do kogos pasuje albo nie. Nie wiem czy to nie jest takie bardziej czarno-biale, ze pewnych rzeczy nie da sie zmienic i sprawic, zeby byly tak dobre, jakby sie chcialo. A przeciez mamy jedno zycie i do tego niezbyt dlugie, które chcialoby sie wypelnic tylko czymś naprawde najlepszym, najbardziej własciwym...Dziękuje Wam za wyrazenie wlasnego zdania:) 7 Odpowiedź przez tanczacawdeszczu 2011-02-18 12:06:15 tanczacawdeszczu Wkręcam się coraz bardziej Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-02-16 Posty: 32 Wiek: 28 Odp: milość/niemiłość...byc/nie być...i własnie tak się zastanawiam... gdy ktoś tutaj napisal o małżeństwie z rozsądku, to mocno odradzaliscie takiego pomysłu. Dlaczego wiec dla mnie jestescie tak łaskawi?;) 8 Odpowiedź przez marena7 2011-02-18 14:08:48 marena7 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: tarepeuta uzależnień Zarejestrowany: 2010-12-20 Posty: 1,447 Wiek: 58 Odp: milość/niemiłość...byc/nie być...Dlaczego? Bo ciepło piszesz o swoim chlopaku. Piszesz o jego charakterze i o swoim do niego przywiązaniu. Nie widzę u ciebie wyrachowania i kunktatorstwa tylko marzenie o doskonałości. Żeby miał piękną duszę i piękne ciało! Impulsem do łączenia się w pary jest zwykle zauroczenie wyglądem, u ciebie jest inaczej, ciebie nie wygląd pociąga. Powiem ci, że dusza jest ważniejsza, bo trwała, a wygląd zmienia się w miarę upływu czasu. Sama wielokrotnie byłam zaskoczona dzisiejszym wygladem moich kolegów z młodości, tym jak z pryszczatych, niewydarzonych facecików zmienili się w dystyngowanych, przystojnych starszych jestem żoną od 33 lat, ale wczesniej byłam zoną innego. Ten pierwszy był piękny i oszalałam! Byłam bardzo młoda i niedoświadczona więc szybko wyszłam za mąż. Cóż, po niedługim czasie okazało się, że uroda ciała miała zastapić charakter, serce i osobowość. Skończyło się drugi mąż nie był taki piękny, tez się zastanawiałam, bo mi nie pasowało, że za niski, za krótkie nogi itp. Ale moje doswiadczenie zyciowe kazało mi zwrócic uwagę na to jakim jest człowiekiem i ....zachwyciłam się nim, jego zasadami, odpowiedzialnością, rzetelnością, pracowitością, tym, że mogę się czuć przy nim bezpiecznie, że jest uczciwy, że jest inteligentny, bystry i sto innych zalet. Jesteśmy razem bardzo długo i nigdy mnie nie zawiódł. Cieszę się, że nie odpusciłam tej znajomości, że machnęłam ręką na wzrost i inne drobiazgi niezgodne z wzorcem, bo to nie one okazały się ważne w małżeństwie, to nie na tym buduje się rodzinne szczęście. Teraz, gdy mąż ma swoje lata, podoba mi się sto razy bardziej niż przed laty, nabrał patyny i dystynkcji. Wygląd się zmienił, ale charakter ma ten sam od więc cechy fizyczne twojego chłopaka nie budzą w tobie odrazy tylko niedosyt, to daj sobie i jemu więcej czasu. Szkoda byłoby tego porozumienia, które was łączy i które jest sto razy ważniejsze na przyszłośc niż piękne oczy. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Pierwszy polski serial produkcji nowej platformy HBO Max. Kryminał rodem ze Skandynawii osadzony w realiach Szczecina. Główna bohaterka - policjantka i młoda wdowa - poszukuje sprawcy brutalneg – Listen to "Dobry polski kryminał, ale zakończenie zgadujesz po jednej nutce" O serialu Odwilż by Szkoda czasu na złe seriale - Radio TOK FM instantly on your tablet, phone or browser - no
Kup teraz: Szkoda czasu na niemiłość za 10,00 zł i odbierz w mieście Warszawa. Szybko i bezpiecznie w najlepszym miejscu dla lokalnych Allegrowiczów.
Informacje o SZKODA CZASU NA NIEMIŁOŚĆ - Anna Klimczewska KSIĄŻ - 12285294429 w archiwum Allegro. Data zakończenia 2022-10-13 - cena 36,02 zł
Miep Gies jest młodą dziewczyną, która szuka swojego miejsca w życiu. Jeśli szybko nie znajdzie pracy to rodzice adopcyjnie chcą wydać ją za własnego brata. Trafia do pracy do Otto Fran – Listen to Kto pomagał rodzinie Anne Frank? O serialu "Światełko" by Szkoda czasu na złe seriale - Radio TOK FM instantly on your tablet, phone or browser - no downloads needed.
TxbX3o.